Polska scena polityczna

Spełniony sen wiejskiego głupka

Grupa Monty Pythona przed laty lansowała pomysł na Olimpiadę głupków i Zawody o tytuł głupka roku. Polska ma gotową reprezentację, która mogłaby w tych zawodach zgarnąć wszystkie nagrody.

Tomasz Nowak
Foto: Quinten Metsys , Public domain, via Wikimedia Commons

Jeszcze nie tak dawno, choć jeszcze w czasach przed rewolucją technologiczną, większość ludzi nie miała skłonności do przemieszczania się. Gdzie się urodzili, tam żyli, zakładali rodziny, wychowywali dzieci, a w końcu umierali. Odważni wyruszali w dalekie podróże, które zazwyczaj kończyły się dwie wioski dalej, a w szczególnych przypadkach w nieodległym miasteczku. Wsią rządził sołtys albo inny wójt ramię w ramię z panem, którego owa wioska była własnością, i nieodłącznym plebanem. Taka trójca złożona z sacrum, profanum i chama, co siłę roboczą wioski reprezentował. W miastach, proporcjonalnie do wielkości, rosła liczba panów, plebanów i reprezentantów ludu.

W takiej wiosce, choć częściej jeden tego zawodu na kilka wiosek, mieszkał nauczyciel, który był przedstawicielem inteligencji. Do jego zadań należało zajmowanie się dziećmi, żeby choć podpisać się umiały. Jako przeciwwaga dla nauczyciela zawsze występowała postać, którą nazywano wioskowym głupkiem. To była bardzo ważna persona. Jego zadaniem było rozbawianie gawiedzi, był punktem odniesienia dla społeczności, która na jego podstawie mogła ustalić swoje miejsce w drabinie intelektualnej, osobą, której szczególna wiedza była kontrapunktem dla tej głoszonej przez nauczyciela, która potrafiła w osobliwy, aczkolwiek niezbyt sensowny sposób przekaz kazania czy przemówienia pana wyjaśnić, a nawet wytłumaczyć jego działania, które uderzały bezpośrednio i mocno w społeczność chłopów. Byli tacy, którzy widzieli w nim mędrca, wiejskiego filozofa, ale obiektywnie to jednak był głupek. Nie, że tylko wieś miała swoich głupków wiejskich. Miasta jak najbardziej miały swoich. W zależności od wielkości osady więcej lub mniej. Ich funkcja jednak była taka sama.

Panował sobie ten porządek społeczny przez wieki. Głupek wiejski stał na straży tradycyjnych wartości. Bronił ich jak potrafił, pilnował porządku. Chodziło o to, żeby nowe nie obaliło starego, bo wówczas pozycja głupka byłaby zachwiana. W tej obronie, o dziwo, wspierał go pan i pleban. Wójt już niekoniecznie – pewnie z lenistwa, żeby się od pańszczyzny migać. Głos głupka nie był jednak jakoś szeroko słyszany. Czasem w karczmie, czasem pod kościołem brzmiał, rzadko jednak miedzę przekraczał.
Aż przyszła ta rewolucja technologiczna. Głos głupka brzmiał coraz donośniej. Najpierw w gazetach, radiu, telewizorze... A później pojawił się Internet. Głupcy zaczęli się słyszeć wyraźnie. Ci wiejscy z tymi miejskimi stworzyli bańki. Zaczęli się kontaktować, liczyć i doszli do wniosku, że jest ich siła. Uznali, że są elektoratem, ci odważniejsi założyli partie, ci mniej odważni wrzucili za nimi głos do urny. Teraz rządzą – razem z wylansowanym spośród swoich panem, który uwłaszczył się na wspólnym majątku, i z plebanem, któremu w to graj.

Mimo że wiejski głupek ucywilizował się, ubrał garnitur, szkoły skończył, to nadal nie pozbył się jednej cechy. Nadal jest rozrywką dla gawiedzi. Jak choćby ten wyglansowany poseł, który przed chwilą z mównicy sejmowej bezwstydnie krzyczał: brawa dla tego ministra! – tego, który swoim pociotkom wille kupował, albo ten, który podczas tournée wyborczego mówił o kobietach alkoholiczkach, ten, który sprzedał rafinerię za cenę wacików, czy ten, co dewastuje portfele Polaków, jednocześnie ględząc coś o płaskowyżach, niezależności NBP, zębach konia oraz penicylinie wstrzykiwanej w pupę. Elektorat jednak niewzruszenie mówi: oni mają rację!... I odwołuje się do milionów much, które nie mogą się mylić.


Przeczytaj też:

Hipokrytka, bigot i lanie

To diabeł jest winny. Ten ponury, niszczycielski byt naprawdę istnieje! On zastawia pułapki, by zniszczyć równowagę moralną człowieka. Szczególne ceni sobie zdobycz w postaci grzechu popełnionego przez ludzi otoczonych nimbem świętości. I tak trafił na organizację, w której dwoje ludzi, Karolina ...

Ogólnokształcąca matematyka

Ile to jest jeden miliard? To dużo czy mało? Tak naprawdę zależy co mamy na myśli. Jeśli ziarna piasku, to niewielka kupka, jeśli mieszkania czy szkoły, które za ten miliard można by wybudować, to już całkiem sporo.

Gdy karzeł staje się olbrzymem

Jest sprawą oczywistą, że najlepiej wypada się na tle. Gdy tło jest odpowiednio blade, pojawia się postać kolorowa i wielka, mimo, że w innych warunkach byłaby bezbarwna i nijaka.

Dobre rady ojców narodu

W ogóle nie rozumiem oburzenia złotymi myślami polityków prawicy. Przecież to dla naszego dobra, dla dobra narodu złotouści wyrazili opinie. Opozycja oburzona rzuca gromy. Znowu nic nie zrozumieli...

Najlepsza będzie egzekucja publiczna

Jesteśmy Europejczykami. Żyjemy w XXI wieku. Ludzkość lata w kosmos, zdobywa rowy oceaniczne, buduje komputery kwantowe, leczy raka i choroby, które jeszcze przed chwilą były śmiertelne, a polski premier mówi: zabijajmy w imię prawa.


Redaktor naczelny: Paweł Łepkowski | Edytor: Marta Narocka-Harasz  

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Stale współpracują: Zofia Brzezińska, Robert Cheda, Jacek Cieślak, Zuzanna Dąbrowska, Gaja Hajdarowicz, Grzegorz Hajdarowicz, Mariusz Janik, Krzysztof Kowalski, Hubert Kozieł, Marek Kutarba, Jakub „Gessler” Nowak, Tomasz Nowak, Joanna Matusik, Justyna Olszewska, Marcin Piasecki, Paweł Rochowicz.

©
Wróć na górę