„You talkin' to me?” – mówi Robert De Niro grający samozwańczego obrońcę prawa z filmu „Taksówkarz” Martina Scorsese. Słyszymy trzask i z rękawa jego kurtki M50 wyskakuje pistolet, z którego facet celuje w kamerę. „You talkin' to me?” powtarza. Tą scenę odtworzył Cezary Pazura w „Kilerze”, a teraz, jak wszystko na to wskazuje, również komendant główny policji Jarosław Szymczyk. Tyle że ten poszedł na całość, zamiast nienaładowanego pistoletu użył w pełni sprawnego i nabitego granatnika przeciwpancernego.
Dziura, którą wybił, nie jest duża. Ma podobno wielkość talerza. Plotka nie precyzuje, czy takiego od filiżanki, czy może raczej od pizzy gigant. Oficjalne informacje mówią jednak, że sięga trzech kondygnacji – od parteru do drugiego piętra. Przez dziurę z gabinetu komendanta można zajrzeć do pomieszczeń ochrony budynku na parterze i niepotrzebny jest monitoring. To niedrogie rozwiązanie. Może powinna je wdrożyć cała policja. Po co inwestować w drogie kamery i monitory? Ktoś jednak będzie musiał zapłacić za remont. Zapewne my, podatnicy, bo przecież nie komendant, który niechcący wysadził budynek. Dobrze, że nasz „aktor” nie wycelował, dajmy na to, w tramwaj albo przedszkole, bo przecież mógł.
Komendant twierdzi, że on nie wiedział. On tylko pociągnął, a tu jak nie rypnie... Poseł Marcin Porzucek z PiS w czasie rozmowy w Polsat News stwierdził, że „jest sobie w stanie wyobrazić”, iż powodem wybuchu mogło być pomylenie przez szefa polskiej policji granatnika z butelką alkoholu w podobnym kształcie. Muszę zaprotestować sugestii, że komendant był „na bani”. Najważniejszy policjant w Polsce, będąc na służbie, musiał być trzeźwy! No, chyba że poseł wie coś, czego my nie wiemy. Wówczas odszczekam.
Dziwią mnie jednak trzy rzeczy: że szef policji nie potrafił odróżnić broni nabitej od wystrzelonej, że posiadał granatnik przeciwpancerny bez zezwolenia i że przemycił go przez granicę. Bo on myślał, że to głośnik czy coś równie bezwartościowego... Słyszałem o jednym facecie, co przemycał biały proszek przez granicę. Myślał, że to do prania, a to była kokaina i trafił do więzienia na długie lata. Zgodnie z tłumaczeniem się komendanta, bezpodstawnie.
Komendant główny Jarosław Szymczyk „doznał lekkich obrażeń” i trafił do szpitala. „Lekkich obrażeń niewymagających hospitalizacji doznał też pracownik cywilny” KGP. Z oświadczenia resortu wynika, że winna jest strona ukraińska, która podarowała granatnik. Ten sam z siebie wystrzelił. Każdy żołnierz, a zapewne także policjant wie, że broń raz w roku sama strzela. Tu mieliśmy taki przypadek. Każdy też wie, że w wigilię zwierzęta, w tym barany i osły, mówią ludzkim głosem. To są prawdy oczywiste. Komendant na tej podstawie zyskał status poszkodowanego. Choć, moim zdaniem, powinien zyskać status ofiary. Ofiary losu.