Niespodziewane oświadczenie Very Jourovej, wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej, o tym, że wejście w życie ustawy o Sądzie Najwyższym może otworzyć drogę do KPO, gdyż Polska spełni w ten sposób jeden z tzw. kamieni milowych, wywołało sporą konsternację w szeregach partii rządzącej. Dotychczas starano się usprawiedliwiać unijną blokadę miliardów tym, że Bruksela nawet po przyjęciu przepisów sądowych i tak nie ma woli politycznej, aby zaprogramowane środki Polsce przyznać.
Oświadczenie komisarz łamie tę retorykę, okazuje się bowiem, że to nie „siła wyższa” stoi za blokadą miliardów z KPO, ale konkretna sytuacja, niewdrożenie do polskiego porządku prawnego ustawy o Sądzie Najwyższym, której kształt został wynegocjowany z Brukselą. Oznacza to, że cały problem leży wyłącznie w naszych rękach.
Taka sytuacja jaskrawo ilustruje, jak ogromne koszty ponosimy w związku z przeciągającym się bezsensownym sporem w Trybunale Konstytucyjnym, który od pół roku nie jest w stanie zbadać konstytucyjności przepisów sądowych z wniosku prezydenta. W efekcie ustawa, która ma odblokować środki z KPO, pozostaje w zawieszeniu. Nie może wejść w życie bez werdyktu, że jest zgodna z ustawą zasadniczą.
Ile to jeszcze potrwa? Nikt nie wie. W najbardziej pesymistycznym wariancie może to być grudzień 2024 r., wtedy bowiem w stan spoczynku odchodzi Julia Przyłębska, ustępując z fotela prezesa TK.
Przypomnijmy, źródłem całej sytuacji jest bunt sześciu sędziów TK, którzy wypowiedzieli przywództwo Julii Przyłębskiej, uznając, że według obowiązujących przepisów przestała być prezesem w grudniu ubiegłego roku. W efekcie czego jej decyzje, w tym zwoływanie rozpraw, są nielegalne, bo Przyłębska nie posiada już do tego umocowania prawnego. Bunt sędziów oznacza, że od początku roku nie został zwołany żaden skład (z wyjątkiem ustawy kompetencyjnej), który zbada najcięższe sprawy ustrojowe. Perspektywa, że to się zmieni, wygląda marnie.
Zgoda przy rozpoznawaniu ustawy kompetencyjnej jest pozorna, a wejście na salę dwóch sędziów miało raczej podłoże towarzyskie niż ustąpienie i wygaszenie buntu. Wybory coraz bliżej i PiS ma poważny problem. Oświadczenie Jourowej pokazuje, że pieniądze są jednak w zasięgu ręki.
Pytanie, czy Jarosław Kaczyński w końcu zdecyduje się na radykalny wariant, poświęci swojego wiernego sojusznika w Trybunale, pozbawiając ją politycznego wsparcia, wywierając nieformalną presję na ustąpienie Przyłębskiej. Na razie nic na to nie wskazuje, jednak frustracja wobec bezsensownej blokady unijnych funduszy narasta w obozie władzy. Skoro nie udała się presja na szóstkę buntowników ani kolejne próby rozwiązań legislacyjnych związanych ze zmniejszeniem składów potrzebnych do orzekania w sprawie SN (z uwagi na brak poparcia Zbigniewa Ziobro), trzeba szukać innego rozwiązania. Tyle że rezygnacja Przyłębskiej wydaje się dziś jedynym, które pozostało.
Presja na prezes TK może być więc ostatnim wariantem, jaki ma Jarosław Kaczyński, aby odblokować unijne środki. Polityka jest brutalna, manewr z pozbyciem się Przyłębskiej z TK po oświadczeniu Jourowej jest bardziej realny niż jeszcze kilka tygodni temu.
Zegar bije coraz szybciej.