Społeczeństwo

Totalitaryzmy są gorsze od zarazy

Choroby towarzyszą gatunkowi Homo sapiens od początku jego istnienia. W ciągu wieków epidemie przypominały ludzkości, że nie ma żadnych ras, nie istnieje żaden ludzki parnas

Foto: hydebrink/Adobe stock

Z punktu widzenia ewolucji nasze dzieje to przede wszystkim nieustanne dostosowywanie się naszych układów immunologicznych do różnorodności otaczających nas drobnoustrojów. Dobrze, że nie wymyślono wehikułu czasu, który pozwoliłby się nam przenieść w daleką przeszłość naszego gatunku, stanowilibyśmy bowiem śmiertelne zagrożenie dla samych siebie. Bez wątpienia zarazilibyśmy naszych odległych przodków niezliczoną ilością zabójczych wirusów i bakterii, na które my sami w drodze ewolucji nabyliśmy odporność. Nasi przodkowie żyli w przekonaniu, że każda zaraza, która dziesiątkowała ich populację, była karą sił wyższych za ich grzechy i przewinienia. Nikt nie rozumiał, że plagi są częścią mądrego planu przyrody. Każda kolejna epidemia chorób zakaźnych była dla całości naszego gatunku zbawienną. W planie natury jednostka jest bez znaczenia. Liczy się przetrwanie gatunku – za wszelką cenę. A kosztem realizacji tego celu jest eliminacja jednostek najsłabszych. Brzmi to jak cytat z „Völkischer Beobachter”, ale jest w rzeczywistości paradygmatem darwinizmu. Z tego punktu widzenia organizm jest replikatorem, który podlega nieustannym zmianom adaptacyjnym. W niewidzialnym dla nas świecie komórek, wirusów i bakterii trwa niekończący się konflikt o przetrwanie, który co jakiś czas przybiera bardzo dramatyczną postać. Współczesna nauka, wzbogacona o osiągnięcia genetyki, znowu wraca do nieco zakurzonej już ogólnej teorii rozwoju życia sformułowanej przez wielkiego brytyjskiego naukowca. Stąd współczesny neodarwinizm koncentruje się na zmianach w genotypie i fenotypie organizmu. Nauka koncentruje się na zespole genów jednostki, ich właściwościach dziedzicznych i fizjologicznych. Dzięki temu zaczynamy rozumieć, że stworzone pod koniec XIX w. pojęcie rasy ludzkiej nie ma żadnego sensu. To środowisko naturalne wywiera wpływ na właściwości fizjologiczne niektórych grup etnicznych, ich cykl życiowy, płodność i zmiany biologiczne. Żadna „rasa” nie jest wobec innej nadrzędna biologicznie. Dopiero epidemie uświadamiają nam, że wobec sił natury jesteśmy bezwzględnie równi. Zdumiewa, że po tak traumatycznym doświadczeniu, jakim była pandemia grypy hiszpanki, w jednym z najbardziej dotkniętych tą chorobą społeczeństwie zrodziła się ideologia, która postulowała ścisłą hierarchizację ras ludzkich. A przecież w lazaretach frontowych I wojny światowej jednakowo na grypę umierali Żydzi, Niemcy, Cyganie, Polacy, czarni Senegalczycy i przedstawiciele innych narodów. Spopularyzowana przez nazistowskiego ministra rolnictwa Richarda Walthera Darrégo bełkotliwa, prymitywnie szowinistyczna koncepcja Blut und Boden (Krew i Ziemia) przypisywała cechy ludzkie ziemi, na której żyli. Powołując się na grafomańską „Literaturę Krwi i Ziemi” („Die Blut-und-Boden-Dichtung”), Darré uzasadnił rabunkowo-eksterministyczną politykę niemiecką na wschodzie. Narodowy socjalizm, który wreszcie powinniśmy zakwalifikować w historiografii jako ideologię skrajnie lewicową, sławił supremację czystej gatunkowo rolniczej rasy panów. W hitlerowskim socrealizmie – bo tak należy nazywać szkaradną pseudosztukę nazistowską – dominowały motywy pracowitego niemieckiego rolnika, u którego boku stała płodna niemiecka kobieta i ich synowie, którzy mieli posłużyć jako mięso armatnie dla wodza. W ciągu wieków epidemie przypominały ludzkości, że nie ma żadnych ras, nie istnieje żaden ludzki parnas, olimp czy panteon. Istnieje jeden gatunek Homo sapiens, który w każdej chwili może zostać wymazany z całą swoją spuścizną z dziejów świata za pomocą maleńkiego niewidzialnego wroga. Choroby uczyły nas zatem pokory i zrozumienia, że wszyscy jesteśmy równi. Były niczym ów niewolnik, który trzymał złoty laur nad głową triumfalnie wjeżdżającego do Rzymu Cezara i szeptał mu do ucha: „Hominem te memento!” („Pamiętaj, jesteś tylko człowiekiem!”). Nie wiemy, ile łącznie wszystkie zarazy i choroby zabiły ludzi na świecie. Nie mogą się one jednak równać pod względem liczby ofiar z ideologią lewicową – najgorszą chorobą ludzkości, która epatując dobrem jednostki, zabiła dziesiątki milionów. Nie było w dziejach świata gorszej zarazy niż ta, która zrodziła się po lewej stronie francuskiego Zgromadzenia Narodowego w 1789 r. Kolektywizm, egalitaryzm, etatyzm, agraryzm, ludowość, socjalizm czy wreszcie histeryczny ekoterroryzm przelicytowały dżumę, cholerę, ospę i hiszpankę razem wzięte. Od Pekinu po Hawanę różne odmiany socjalizmu zabiły łącznie kilkaset milionów ludzi. I dlatego to na tę chorobę powinniśmy nieustannie poszukiwać szczepionki. Hominem te memento! (PŁ)


Przeczytaj też:

Niebezpieczne związki doktora Fauciego

Doktor Anthony Fauci, to ekspert „niezatapialny”. Kieruje on amerykańskim Narodowym Instytutem Alergii i Chorób Zakaźnych (NIAID) od 1984 r. Doradzał siedmiu prezydentom, a w zeszłym roku pojawiały się pomysły, by przyznać mu Nagrodę Nobla.

Kwazary, świadkowie historii wszechświata

Na obrzeżach wszechświata istnieją olbrzymie obiekty gwiazdopodobne, które pozwalają kosmologom poznać początki i wielkość wszystkiego, co istnieje.

Pszczoły są dobrymi matematykami

Żeby zrozumieć matematyczną koncepcję zera, nie potrzeba tak dużego mózgu, jaki mają ludzie. Wystarczy niewiele większy od główki szpilki mózg owadów.


Redaktor naczelny: Paweł Łepkowski | Edytor: Marta Narocka-Harasz  

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Stale współpracują: Zofia Brzezińska, Robert Cheda, Jacek Cieślak, Zuzanna Dąbrowska, Gaja Hajdarowicz, Grzegorz Hajdarowicz, Mariusz Janik, Krzysztof Kowalski, Hubert Kozieł, Marek Kutarba, Tomasz Nowak, Joanna Matusik, Justyna Olszewska, Marcin Piasecki, Paweł Rochowicz.

©
Wróć na górę