Bezdzietni z wyboru

Płodność – dar i przekleństwo ludzkości

Dla każdego człowieka pragnącego potomstwa i rodziny bezpłodność stanowi niewątpliwą tragedię. Parom latami starającym się o rodzicielstwo współczujemy, pocieszamy, wspieramy. Przyjmujemy to za najbardziej naturalną rzecz na świecie – i słusznie. Tyle że równie naturalne jest dla niektórych marzenie o bezdzietności. Ale dla takich „przypadków” nie ma już w przestrzeni publicznej ani współczucia, ani wyrozumiałości, ani wspierających przepisów prawnych.

Zofia Brzezińska
Foto: scientificanimations.com, CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons

Wbrew pozorom wcale nie będzie to kolejny artykuł na temat aborcji, która z racji tego, że  dotyka nie tylko osób na nią się decydujących, ale też „osobę trzecią”, a więc istotę, której odbiera ona możliwość dalszej egzystencji, budzi zrozumiałe i uzasadnione kontrowersje. Jedni postrzegają tę istotę jako pełnoprawnego człowieka, inni – zaledwie jako pozbawiony świadomości zlepek komórek, mający dopiero potencjał tym człowiekiem się stać. I bez względu na to, jakie stanowisko my zajmujemy, to nie zanegujemy podstawowego faktu, że aborcja faktycznie wykracza swoimi konsekwencjami poza sferę życia dwojga ludzi, którzy powołali tę „osobę trzecią” do istnienia. Czy nazwiemy ją człowiekiem, czy zlepkiem komórek – jest to bez wątpienia określony, materialny byt. Nie należy więc dziwić się, iż ta świadomość porusza ludzi i wywołuje w nich tak astronomiczne, prawie nieporównywalne z żadnym innym tematem emocje. I tak będzie. Bez względu na to, czy jesteśmy zwolennikami prawa wyboru kobiety, czy stoimy po drugiej stronie barykady – po prostu przyjmijmy to do wiadomości. Nie oczekujmy, iż atmosfera wokół tego zagadnienia wyciszy się niczym morskie fale po burzy. To nigdy nie nastąpi. I istnieje ku temu realne uzasadnienie widoczne gołym okiem. Nie oczekujmy więc niemożliwego.

Zupełnie niezrozumiałym jest za to fakt, że równie bezwzględnie polskie prawo traktuje kwestię prawa kobiety do decydowania o swojej płodności, zanim jeszcze ta cecha  spowoduje określone konsekwencje dla jakichkolwiek innych istot, słowem – zanim kobieta zajdzie w ciążę. Przejawia się to w kategorycznym zakazaniu kobietom wykonywania sterylizacji antykoncepcyjnych rozumianych jako zabiegi polegające na przecięciu, podwiązaniu lub zablokowaniu jajowodów. Co więcej, ta reguła nie dotyczy mężczyzn, którzy mogą zupełnie swobodnie „manipulować” przy swoich nasieniowodach w celu ubezpłodnienia. Kolejna aberracja prawa wywołująca uśmiech politowania, taka sama jak ta, że seks jest dopuszczalny od 15 roku życia, a oglądanie pornografii od 18? Nie tylko. To jawny przejaw patriarchalnej, podświadomej intencji ustawodawcy do utrzymania kontroli nad seksualnością i płodnością kobiet w zgodzie z jego przekonaniem, że „po co ta głupia baba ma sama decydować o swoim ciele i życiu? Ja wiem, co dla niej jest najlepsze”.

A właśnie, że ma! A przynajmniej powinna, jeśli ustawodawca kiedykolwiek zrozumie bezprawność swojego postępowania w tym względzie. W polskim prawie nie ma bowiem żadnych podstaw, które kazałyby uznać sterylizację antykoncepcyjną za nielegalną. Sama idea tego zakazu opiera się w głównej mierze na art. 156 § 1 pkt 1 kodeksu karnego, dotyczącego kwestii spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz określającego skutek czynu zabronionego jako „pozbawienie zdolności płodzenia” (oprócz wymienionej jeszcze utraty wzroku, słuchu i mowy). Należy jednak przyjrzeć się genezie tego przepisu. Otóż powstał on w... 1856 roku, kiedy idea dobrowolnego pozbawienia się możliwości przyjmowania „bożych darów” w postaci dzieci nie mieściła się jeszcze nikomu w głowie. Można zatem bezpiecznie założyć, że jego twórcy mieli na myśli przede wszystkim sytuacje,  w których sprawca działał w celu zranienia drugiej osoby, a nie na jej żądanie czy za jej zgodą. Zapewne nawet w snach nie przewidywali oni opcji,  w której osoba  sama by tego chciała, a takie działanie stanowiłoby sposób realizacji podstawowego prawa człowieka do decydowania  o swojej prokreacji.

Po co jednak brać pod uwagę takie szczegóły, skoro zakaz sterylizacji jest tak bardzo na rękę obozowi rządzącemu, kreującemu się z uporem maniaka na „obrońcę polskiej rodziny”? Polityków PiS ani uwarunkowania historyczne, ani nawet argumenty praktyczne nie przekonają do zmiany narracji, bo zwyczajnie nie leży to w ich interesie politycznym. Nie wezmą oni pod uwagę ani tego, że sterylizacja antykoncepcyjna nie powoduje trwałej niemożliwości posiadania potomstwa (trwały charakter tych zabiegów polega jedynie na tym, że ich skutek antykoncepcyjny nie mija samoistnie, lecz odwrócenie jego konsekwencji jest możliwe tylko na drodze kolejnego zabiegu), ani tego, że wykonanie zabiegu sterylizacji antykoncepcyjnej nie jest bezprawne (przesłanki potwierdzające prawo obywatela do takich środków można odnaleźć w ustawie o planowaniu rodziny, ustawie o prawach pacjenta, Konstytucji i Europejskiej Konwencji Praw Człowieka), ani nawet tego, że wykonanie zabiegu sterylizacji antykoncepcyjnej nie jest społecznie szkodliwe (a zgodnie z art. 1 § 2 kodeksu karnego nie stanowi przestępstwa czyn zabroniony, którego społeczna szkodliwość jest znikoma).

Niestety obecne dyskryminujące kobiety stanowisko ustawodawcy w tym względzie sprawia, że lekarze boją się wykonywać przedmiotowe zabiegi, a Polki zmuszone są szukać takiej pomocy za granicą. Naturalnie, jak to w takich warunkach bywa, kwitnie też czarny rynek usług. Czy naprawdę jednak państwu zależy na tym, aby popychać swych obywateli do kombinowania, naginania prawa, życia w strachu i niepewności…? Czy naprawdę  rządzący nie dostrzegają tego, że uniemożliwiając kobietom dobrowolne sterylizacje, mimowolnie przykładają rękę do nasilenia problemu aborcji, którą tak bardzo próbują zwalczać, a która jest też – nie oszukujmy się – nieporównywalnie trudniejszym i bardziej traumatycznym doświadczeniem, niż dobrowolna sterylizacja…? Oczywiście istnieje ryzyko, że pacjentka zmieni zdanie, poczuje nagły przypływ instynktu macierzyńskiego i jednak zapragnie potomstwa – konieczność ponoszenia konsekwencji swoich wyborów jest jednak integralną częścią życia każdego dorosłego, zdrowego psychicznie i nieubezwłasnowolnionego człowieka. Taka delikwentka będzie musiała po prostu wyłożyć środki na kosztowny zabieg odwracający skutki poprzedniego. Ewentualnie też przeżyć trochę stresu, czekając na wynik zabiegu. I nic więcej. Nikogo nie skrzywdzi, gdyż zwyczajnie nie ma takiej możliwości – żadna „osoba trzecia” tu jeszcze nie zaistniała. Na tym etapie to jest naprawdę w 100% tylko JEJ ciało. Dlaczego więc nie może być to też JEJ decyzja….?


Przeczytaj też:

Drodzy Bezdzietni – macie prawo!

Skrupulatnie i z premedytacją spychani przez narrację partii rządzącej na margines społeczeństwa, ludzie bezdzietni są zmuszeni nieustannie przypominać miłościwie panującym nie tylko o swoich prawach, ale wręcz o swoim istnieniu.

Rejestr ciąży kobietom

Rejestr ciąż, w sprawie którego rozporządzenie podpisał minister Niedzielski, w normalnym kraju nie jest niczym złym. Niestety w Polsce będzie miał do niego dostęp generalny inkwizytor Zbigniew Ziobro.

Co dalej? Lebensborn?

Przykre komentarze, niezrozumienie i zwyczajna dyskryminacja spotykają osoby bezdzietne na każdym kroku. Począwszy od imienin u cioci Jadzi, a skończywszy na zaciszu lekarskich gabinetów, które powinny przecież być ostoją profesjonalizmu i szacunku dla wolności wyboru pacjenta. Pozostaje zatem py...


Redaktor naczelny: Paweł Łepkowski | Edytor: Marta Narocka-Harasz  

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Stale współpracują: Zofia Brzezińska, Robert Cheda, Jacek Cieślak, Zuzanna Dąbrowska, Gaja Hajdarowicz, Grzegorz Hajdarowicz, Mariusz Janik, Krzysztof Kowalski, Hubert Kozieł, Marek Kutarba, Jakub „Gessler” Nowak, Tomasz Nowak, Joanna Matusik, Justyna Olszewska, Marcin Piasecki, Paweł Rochowicz.

©
Wróć na górę