Prawo pracy

Czas na sjestę?

Czy w związku z ociepleniem klimatu wprowadzenie sjesty na wzór krajów południa Europy mogłoby być rozwiązaniem na upały?

Tomasz Pietryga
Foto: Monika Wisniewska | Dreamstime.com

Po tym, jak Europę po raz kolejny nawiedziła fala afrykańskich upałów, w Niemczech rozgorzała dyskusja na temat korzyści płynących z wprowadzenia ogólnokrajowej sjesty na wzór krajów śródziemnomorskich. Do pomysłu, który do debaty publicznej wrzucił radny jednego z wschodnioniemieckich landów, odnieśli się pracodawcy, związkowcy, lekarze, a nawet federalny minister zdrowia.

Jak donosi „Der Spiegel”, pomysł spodobał się lekarzom. „Kiedy jest gorąco, powinniśmy kierować się tym, jak działają kraje południa: wczesne wstawanie, wydajna praca rano i sjesta w południe to koncepcja, którą powinniśmy przyjąć w miesiącach letnich” – powiedział przewodniczący Federalnej Rady ds. Stowarzyszenie Lekarzy Publicznej Służby Zdrowia (BVÖGD).

Za pójściem w tym kierunku opowiedzieli się również związkowcy. Anja Piel z Niemieckiej Konfederacji Związków Zawodowych, która skrytykowała kulturę pracy w Niemczech, stwierdziła, że jest ona „nie do zaakceptowania w świetle zmian klimatu i ekstremalnie gorących lat”. Piel wezwała do zamknięcia biur, w których temperatura przekracza 35 stopni.  Reforma prawa pracy może obejmować również „dłuższe przerwy na lunch, jeśli procesy operacyjne na to pozwolą, a pracownicy i pracodawcy wyrażą na to zgodę – powiedziała Piel.

Do dyskusji odniósł się nawet federalny minister zdrowia Karl Lauterbach (SPD), który z zadowoleniem przyjął inicjatywę: «Sjesta w upale z pewnością nie jest złą sugestią», napisał na Twitterze. Polityk SPD nie widzi jednak potrzeby uprawiania polityki w tej kwestii.

Inaczej pomysł ocenili pracodawcy. Prezes Związku Przedsiębiorców Rodzinnych Marie-Christine Ostermann wprost odrzuciła ogólnokrajową sjestę w czasie upałów.  Na łamach „Rheinische Post” stwierdziła, że pracodawcy sami powinni wewnętrznie regulować organizację pracy w wysokich temperaturach. „Przyjęty elastyczny czas pracy, pozwalający na wczesne rozpoczęcie pracy w upalne dni, na wielu stanowiskach jest dziś możliwy” – przyznała dziennikarzom.

A jak jest w Polsce?

Sprawa sjesty w stylu krajów śródziemnomorskich nigdy nie była tematem poważnej debaty publicznej nad Wisłą.

Patrząc na polskie uwarunkowania, nie byłoby to jednak takie proste. Kwestie prawne to jedno, znacznie trudniejsze byłoby przełamanie przyzwyczajeń kulturowych, ukształtowanych schematów życia społeczeństwa.  Nie ma w nich miejsca na dłuższe przerwy w ciągu dnia, które automatycznie wydłużyłyby czas spędzony poza domem, a co musiałoby wiązać się koniecznością gruntownej przebudowy życia rodzinnego.  Sjesta to też zamknięte przedszkola, urzędy, banki etc. Zatem taki krok musiałby wiązać się z wręcz fundamentalnymi zmianami społeczno-gospodarczymi, które, nawet wprowadzone czasowo w porze letniej, mogłyby być trudne do zaakceptowania.

Sjesta pochodzi od łacińskiego sexta i oznacza: „szósta” (godzina) od wschodu słońca. Sjesta rozpoczyna się w krajach śródziemnomorskich ze względu na wysokie upały między 12 a 13, czyli w południe.  Jest ona ugruntowana nie tylko prawnie, ale też od wielu pokoleń kulturowo, a stoi za tym czysta pragmatyka związana z efektywnością pracy, głównie w rolnictwie i w profesjach związanych z wysiłkiem fizycznym, ale także, a może przede wszystkim, ze zdrowiem.

W stronę sjesty w wersji soft

Oczywiście postawiona teza na początku artykułu o sjeście w Polsce jest abstrakcyjna, nie zmienia to jednak faktu, że zmiany klimatu prowokują dyskusję na ten temat. Jak dotąd w Polsce pojawiło się kilka koncepcji zmian w organizacji pracy, która uwzględniałaby wysokie temperatury. Od lat taki postulat zgłasza OPZZ, które proponuje unormowanie maksymalnej temperatury, przy której można normalnie pracować, na poziomie 30 st. C.  W przypadku wyższej temperatury pracownicy mieliby specjalne prawa, które na pierwszym miejscu stawiałyby ich zdrowie.

Kwestię „granicy ciepła” w pracy podjęli nawet europosłowie, choć jak na razie nie powstała żadna spójna koncepcja związana z organizacją pracy w upały. W ubiegłym roku OPZZ zwróciło się też do ministerstwa rodziny i polityki społecznej z wnioskiem o określenie w przepisach maksymalnej temperatury, która mogłaby być uzasadnionym powodem przerwy w pracy. Dziś bowiem przepisy są dość skąpe – wskazują jedynie, że w przypadku, gdy temperatura pomieszczenia przekracza 28 st. C, firma ma obowiązek zapewnić pracownikom bezpłatne napoje chłodzące. Gdy praca jest na zewnątrz, temperatura nakładająca taki obowiązek wynosi 25 stopni.

Obok powyższych rozwiązań funkcjonują też przepisy dotyczące bezpieczeństwa i higieny pracy, które jednak również nie wskazują górnej granicy temperatury, która nakazywałaby przerwanie pracy. Ogólnie wskazują one na ryzyko zagrożenia dla zdrowia i życia w przypadku pracy w podwyższonych temperaturach. Dlatego też duże pole do reagowania w takich sytuacjach mają sami pracodawcy, określający zasady pracy w upały w regulaminach swoich organizacji.  Ostatnie zmiany w kodeksie pracy wprowadziły bardziej elastyczne formy jej świadczenia, również w modelu hybrydowym lub zdalnym. W przypadku pracy biurowej może to być skuteczne antidotum na afrykańskie upały.

Sjesta w wydaniu śródziemnomorskim jak na razie nam nie grozi, a wywołanie dyskusji politycznej na ten temat byłoby wręcz ryzykowne ze względu na ugruntowane normy kulturowe. A taki krok mógłby bardziej skomplikować życie niż je uprościć. Wydaje się jednak, że coraz wyższe temperatury w porze letniej sprawiają, że w najbliższych czasie będą potrzebne rozwiązania prawne, zarówno na poziomie krajowym, jak i europejskim, które uwzględnią ten czynnik ryzyka w związku z wykonywaną pracą.


Przeczytaj też:

Pogodowa histeria czy powód do niepokoju?

Jak informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, „tegoroczny czerwiec można uznać za miesiąc ekstremalnie ciepły termicznie, ze średnią anomalią względem warunków wieloletnich (1991–2020) wynoszącą 1,7°C”. To dziwne oświadczenie, ponieważ w 2018 roku średnie temperatury czerwca ...

Introwertycy, szykujcie szampana! Praca zdalna wchodzi do Kodeksu pracy

Forma pracy zdalnej, jeszcze przed kilkoma laty stanowiąca rzadkie zjawisko, w czasie pandemii stała się chlebem powszednim milionów ludzi na świecie. Te 2 lata wystarczyły nie tylko na to, aby z nią oswoić pracowników i pracodawców, ale też sprawić, że wielu z nich nie wyobraża sobie już teraz p...

Praca hybrydowa męczy najbardziej

Każda praca jest męcząca. Fizyczna – bo bolą mięśnie, umysłowa – bo wiąże się ze stresem, naciskami, wymaga koncentracji uwagi i odpowiedzialności. Okazuje się, że wiele zależy od modelu w jakim się pracuje.


Redaktor naczelny: Paweł Łepkowski | Edytor: Marta Narocka-Harasz  

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Stale współpracują: Zofia Brzezińska, Robert Cheda, Jacek Cieślak, Zuzanna Dąbrowska, Gaja Hajdarowicz, Grzegorz Hajdarowicz, Mariusz Janik, Krzysztof Kowalski, Hubert Kozieł, Marek Kutarba, Jakub „Gessler” Nowak, Tomasz Nowak, Joanna Matusik, Justyna Olszewska, Marcin Piasecki, Paweł Rochowicz.

©
Wróć na górę