Etyka

Ubój naszych sumień trwa

10 grudnia minie 7 lat od wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który na powrót umożliwił zadawanie zwierzętom przed śmiercią niewyobrażalnych cierpień.

 |  Zofia Brzezińska
Foto: ocphoto/Adobe stock

  Pamiętnego 10 grudnia 2014r. wszyscy miłośnicy zwierząt, ekolodzy, prawnicy i po prostu wrażliwi ludzie z niedowierzaniem kręcili głowami, słysząc o najnowszym wyroku Trybunału Konstytucyjnego zezwalającym na ponowne wprowadzenie w Polsce zakazanego w 2013r. uboju rytualnego. Skład sędziowski uznał, iż taki zakaz narusza wolność sumienia i religii. A czy jego brak nie narusza przypadkiem ustawy o ochronie zwierząt z 1997r. oraz zwykłej etyki i przyzwoitości?

  Wiele napisano już o metodach uboju rytualnego i różnicach, dzielących go od „zwykłego” uboju. Wszyscy znamy tę przykrą rzeczywistość i nie ma sensu na powrót tych faktów przywoływać. Mówiąc krótko - nie ma wątpliwości, iż jest to sposób okrutny i zadający zwierzęciu zbędne cierpienia, których łatwo można by oszczędzić mu poprzez uprzednie ogłuszenie. Jak więc jest możliwe, iż w XXI wieku, w dobie (przynajmniej szeroko deklarowanej przez niemal wszystkie światowe rządy) troski o środowisko naturalne i braci mniejszych, utrzymuje się ten zwyczaj w sercu Europy, będącej motorem cywilizacji chrześcijańskiej?

  Nie ma sensu udawać osoby naiwnej i łudzić się, że sprawa nie ma nic wspólnego z kwestiami natury ekonomicznej. Mięso halal to gigantyczny rynek zbytu, który rośnie wprost proporcjonalnie do zwiększającej się nieustannie populacji muzułmanów w Europie. Żywność taka masowo eksportowana jest także poza granice Unii Europejskiej. Zwolennicy uboju rytualnego często starają się „złagodzić” ohydę praktyki, wskazując na korzyści materialne, jakie zyskuje na niej polski rynek. Pewną pociechę ma również stanowić fakt, że te zarobione niegodnie pieniądze trafiają przynajmniej do polskiej kieszeni. W przeciwnym razie jeszcze bardziej zasilałyby budżety naszych sąsiadów, którzy wszyscy – niestety – także dopuszczają ubój rytualny. Klasę pod tym względem w Europie utrzymują obecnie jedynie Dania, Szwecja, Norwegia i Szwajcaria, całkowicie zabraniając prowadzenia uboju rytualnego na swoim terenie. Czy jednak rzeczywiście tego rodzaju oznaka „przedsiębiorczości” jest powodem do dumy i usprawiedliwia zadawanie cierpienia żywym istotom? Czy  szeroko zakrojona penalizacja innych odrażających moralnie sposobów bogacenia się, jak chociażby handlu narkotykami, przymuszania do nierządu czy rozpowszechniania nielegalnej pornografii, nie stanowi jasnego sygnału ze strony ustawodawcy, iż w cywilizowanym państwie kwestie humanitarne mają bezwzględne pierwszeństwo przed kwestiami ekonomicznymi?

   Z pewnością podniosą się głosy, iż humanitaryzm – jak sama nazwa wskazuje – dotyczy przede wszystkim sposobu traktowania ludzi. Trudno się nie zgodzić z tym, iż do tej kategorii zwierzęta się nie zaliczają. Nie oznacza to jednak w żadnym razie, iż są to byty pozbawione uczuć i zdolności odczuwania cierpienia. Ustawa o ochronie zwierząt już w pierwszym artykule jasno konstatuje: „Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę”.

   Prawdą jest, że główna intencja zdefiniowania statusu zwierzęcia nie wyniknęła ze szczególnej chęci zapewnienia mu bezpieczeństwa od cierpienia, ale z przyczyn dużo bardziej prozaicznych: ludzie często nie wiedzieli, jak w zasadzie traktować zwierzęta w sprawach cywilno-majątkowych. Czy obowiązują wobec nich te same prawa, jak wobec rzeczy materialnych? Ustawa o ochronie zwierząt wreszcie postawiła sprawę jasno: jedynie w kwestiach w niej nieuregulowanych, dopuszczalne jest stosowanie wobec zwierząt przepisów prawa rzeczowego. Sam fakt, iż zagadnienie to doprecyzowano ostatecznie dopiero w 1997(!) roku świadczy o tym, że próba określenia prawnej natury istoty zwierzęcej nie była dla jurystów prostym zadaniem. Skoro jednak już udało się dojść w tej materii do porozumienia, które uzyskało przynajmniej częściową społeczną akceptację (pomijając rzecz jasna wszelkie skrajności), warto byłoby pokusić się też o wykładnię językową tego przepisu. Ustawodawca wyraźnie przyznał, iż zwierzę może odczuwać cierpienie. Czy jeśli zatem ten sam ustawodawca kilkadziesiąt lat później zezwala na zadawanie mu tego cierpienia, to czy nie odbiera mu to automatycznie wiarygodności i nie czyni hipokrytą? Czy taki prawodawca zasługuje na respekt i zaufanie obywateli, którzy (przynajmniej teoretycznie) winni są jego prawa przestrzegać?

   W grudniu 2020r., dokładnie 6 lat po haniebnym wyroku Trybunału Konstytucyjnego, TSUE oficjalnie przyznał, iż państwa europejskie mogą(!) zakazywać uboju rytualnego. Oczywiście, chociaż takie stanowisko ważnego organu unijnego jest niewątpliwie powodem do radości i krokiem naprzód, to jednak boleśnie zdumiewa fakt, iż oficjalnego potwierdzenia wymagała rzecz najbardziej oczywista pod słońcem. Równie dobrze TSUE mógłby pochylać się nad kwestią, czy państwa unijne mają prawo chronić życie i bezpieczeństwo swoich obywateli. Zakaz zabraniania uboju rytualnego byłby już jawnym pogwałceniem wolności sumienia ludzi, którzy musieliby w ramach swojej pracy zawodowej  stosować ową metodę, a więc w kuriozalny sposób ugodziłby w wartość, na którą powoływali się polscy sędziowie: wolność sumienia i religii.

   Nikt nie kwestionuje, iż prawo do wolności sumienia i religii jest wartością, której w demokratycznym i praworządnym państwie powinna przysługiwać bezwzględna ochrona. Jest to w końcu zasadniczy przejaw jednego z fundamentów wolności jednostki. Nie może ono jednak być pozbawione granic i usprawiedliwiać wszystkich praktyk, istniejących w danym kulcie religijnym, nawet jawnie sprzecznych z europejskim systemem wartości. W uzasadnieniu grudniowego wyroku TSUE wprost przyznał, iż technika uboju rytualnego i towarzyszące jej konsekwencje są niemożliwe do pogodzenia z nowoczesnym podejściem do zwierząt. Jakakolwiek tradycja, którą środowiska konserwatywne otaczają wręcz nabożną czcią, powinna być pielęgnowana i kultywowana tylko pod warunkiem, iż nie stoi w jawnej sprzeczności z mentalnością współczesnego, dynamicznie zmieniającego się świata i nikogo nie krzywdzi. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zaproponuje chyba przecież, by przywrócić np. tradycję prawa pierwszej nocy.

Burza, która przetoczyła się przez Polskę po ogłoszeniu feralnego orzeczenia, dawno przycichła, wyparta innymi, problematycznymi wydarzeniami na arenie politycznej i gospodarczej. Jest to przykre, ale w pewien sposób też naturalne i nieuniknione. Jako ludzie, mamy przecież możliwość w dowolnej chwili zmienić zainteresowania, temat rozmowy czy pogląd. Niestety, takiej możliwości nie mają zwierzęta, które każdego dnia giną w cierpieniach w polskich rzeźniach. Cieszą się przedstawiciele branży handlującej mięsem halal, którzy te kilka lat temu postawili na swoim i przeforsowali wprowadzenie nieludzkiego prawa. Warto jednak, by wraz z brzękiem sypiących się do ich kieszeni monet, do ich uszu i serc dotarły słowa jednego z największych geniuszy ludzkości Alberta Einsteina, który (chociaż sam był Żydem) był również zdecydowanym przeciwnikiem uboju rytualnego: „Nie wszystko, co się liczy, może być policzone. Nie wszystko, co można policzyć, liczy się”.


Przeczytaj też:

Wychowanie do cnót niewieścich, i co dalej?

Nowy program edukacyjny w polskiej szkole: wychowanie kobiet do cnót niewieścich, walka z zepsuciem duchowym kobiet, przeciwdziałanie rozbudowie pychy i egoizmu kobiet. Wniosek: odbudowa wizerunku matki Polki – kobiety bez prawa głosu, zamkniętej w domu, dbającej tylko o dobro rodziny. W końcu em...

Czy wolność sumienia i religii zatriumfuje?

Jak udowodnił wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2014 r. zezwalający na prowadzenie uboju rytualnego, w imię wolności sumienia i religii można naprawdę wiele, m.in. zadawać nieuzasadnione cierpienia bezbronnym zwierzętom.Historia Reformowanego Kościoła Katolickiego pokazuje, że z&nb...


Redaktor naczelny: Paweł Łepkowski | Edytor: Marta Narocka-Harasz  

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Stale współpracują: Zofia Brzezińska, Robert Cheda, Jacek Cieślak, Zuzanna Dąbrowska, Gaja Hajdarowicz, Grzegorz Hajdarowicz, Mariusz Janik, Krzysztof Kowalski, Hubert Kozieł, Marek Kutarba, Tomasz Nowak, Joanna Matusik, Justyna Olszewska, Marcin Piasecki, Paweł Rochowicz.

©
Wróć na górę