Polityka energetyczna

Rosyjska schizofrenia Europy. Gaz czy wspólnotowe wartości?

Od kilku tygodni jesteśmy świadkami rozdwojenia unijnej jaźni, którą wywołuje stosunek do Rosji. To kolejny przykład szybko postępującej dezintegracji Zjednoczonej Europy. Pod wpływem partykularnych interesów konsumentów gazu wali się fundament demokratycznych wartości, a Unia traci

Robert Cheda
Foto: Steve Buissinn /pixabay, kittyfly/Adobe stock

międzynarodową podmiotowość.

Oczywiście problem ma szerszy wymiar, dotykając całej wspólnoty euroatlantyckiej. Na przykład Anne Applebaum na łamach magazynu „The Atlantic” wskazuje precedens ukraiński. Wzywa Zachód do obrony ofiary rosyjskiej agresji, zadając kluczowe pytanie, dlaczego tak się nie dzieje? Publicystka identyfikuje dwie przyczyny.

Pierwszą jest surrealizm zagrożenia wojną w Europie, zwłaszcza w XXI w. dobrobytu i postępu technologicznego. W takiej sytuacji zachodniej, a nawet ukraińskiej opinii publicznej trudno uwierzyć w racjonalność działań Putina, a więc w jego groźby.

Niestety to jedynie okoliczność, bowiem faktycznym powodem jest katastrofalna jakość zachodnich elit władzy. Są więcej niż miałkie, co wypływa z konformizmu podyktowanego dyktatem klasy najbogatszych.

Beneficjenci globalizacji w imię własnej prosperity wymagają od politycznych decydentów biznesowej stabilności. Toksyczną zależność skomentował gorzko były minister spraw zagranicznych Ukrainy Pawło Klimikin: - Zachód zaangażuje się militarnie przeciwko Rosji, jeśli rynki finansowe i giganci IT uznają wojnę za dobrą metodę obrony swoich zysków.  

Wnioski układają się jednak w groźny aksjomat. Im głębiej przywódcy światowej demokracji grzęzną w polityce appeasementu wobec Putina, tym bardziej Zachód pogrąża się w samobójczym bagnie zdrady własnych wartości.

Rzecz jasna Applebaum kieruje uwagi pod adresem Białego Domu, a personalnie do Joe Bidena. Natomiast z polskiego punktu widzenia najważniejsza jest postawa Europy. Źródłami unijnej apatii i bezczynności są partykularne interesy Niemiec, Austrii, Francji i Włoch, które są największymi konsumentami współpracy politycznej i ekonomicznej z Rosją. Chodzi zwłaszcza o Niemcy. Dotychczasowy motor napędowy procesów integracyjnych stał się nagle największą barierą wspólnotowej reakcji na rosyjską agresję i nieobliczalność Kremla.

Hipokryzja Berlina jest wprost niewyobrażalna. To Angela Merkel zadecydowała o zamknięciu energetyki węglowej i atomowej na rzecz niezrównoważonej transformacji OZE. Niemcy narzuciły swoją wizję całej Unii, wymagając krótkiego terminu implementacji strategii.

Gdy okazało się, że wobec potrzeb gospodarczych zielona generacja energii to hucpa, jako jedyny kraj UE rozbudowują energetykę gazową. Do 2030 r. kanclerz Olaf Scholz wspólnie z baronami przemysłu podwoją moc gazowych elektrowni.

Jedno kłamstwo pociąga za sobą reakcję łańcuchową, wywołując europejską schizofrenię. Berlin domaga się od Komisji Europejskiej uznania gazu za zielone paliwo. Ten sam Berlin, wspierany przez Wiedeń, blokuje identyczny status energetyki jądrowej, o wiele bardziej przyjaznej klimatycznie niż surowiec Gazpromu.

Niemcy doskonale zdają sobie sprawę z gigantycznych ilości metanu, które ich gospodarka wypuści do atmosfery. Tyle, że Berlin stać na spłatę kwot emisyjnych, w przeciwieństwie do większości państw UE, które staną się ofiarami rosyjsko-niemieckiej dominacji energetycznej. Brak alternatywy uczyni rosyjski gaz jedynym dostępnym paliwem Europy, ze wszystkimi, nie tylko ekologicznymi konsekwencjami. Unia stanie się geopolitycznym zakładnikiem Moskwy oraz jej cichego wspólnika – Berlina.

Jak nazwać taką postawę? To nie głupota, tylko cynizm, który niszczy europejską solidarność, nakazującą pomoc ofiarom wszelkich agresorów, na czele z rosyjskim. Tyle że z punktu widzenia importerów gazu deklaracja obrony demokratycznych wartości to tylko pusty frazes. Przykład? Niemcy zablokowały pośrednictwo NATO w zakupach uzbrojenia dla Ukrainy.

Naprawdę Berlin chroni i wspiera rosyjskie interesy. Odcięcie dostaw surowca Gazpromu i zamknięcie rosyjskiego rynku dla niemieckiego eksportu może kosztować Scholza fotel kanclerski, a protegowaną poprzedniej kanclerz Ursulę von der Leyen stanowisko szefowej Komisji Europejskiej.

No cóż, w takiej sytuacji wysoki przedstawiciel UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Josep Borrell może sobie protestować, że ani USA, ani Rosja, nie widzą w Europie partnera do rozmów o jej własnej przyszłości.


Przeczytaj też:

„Zła” Merkel

Polska polityka niemiecka i unijna za chwilę musi obyć się już bez dyżurnej „złej” Merkel. 

Nie drażnić Rosji, czyli samotność Ukrainy

W cieniu imigracyjnego kryzysu na polskiej granicy rozgrywa się dramat. Od września Kijów samotnie odpiera hybrydowe ataki Moskwy, mające na celu ostateczne załamanie ukraińskiej państwowości. Takie są skutki zachodniej polityki niedrażnienia Putina, czyli blokady akcesu Kijowa do UE i NATO. Tymc...

Joe Biden. Głupiec czy wyrachowany cynik?

Rozmowa Bidena z Putinem na warunkach Kremla to głupota świadcząca o totalnej niekompetencji obecnej administracji. Zapowiedź kontynuacji dialogu z Moskwą bez Ukrainy i państw NATO (szczególnie wschodniej flanki) to zdrada. Tyle, że równocześnie Biden ogłasza wielki „powrót USA na globalną arenę”...


Redaktor naczelny: Paweł Łepkowski | Edytor: Marta Narocka-Harasz  

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Stale współpracują: Zofia Brzezińska, Robert Cheda, Jacek Cieślak, Zuzanna Dąbrowska, Gaja Hajdarowicz, Grzegorz Hajdarowicz, Mariusz Janik, Krzysztof Kowalski, Hubert Kozieł, Marek Kutarba, Tomasz Nowak, Joanna Matusik, Justyna Olszewska, Marcin Piasecki, Paweł Rochowicz.

©
Wróć na górę