– Powiedz mi po co jest ten przekop?
– Właśnie, po co?
– Otóż to! Nikt nie wie po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz co robi ten przekop? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest przekop na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym przekopem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie – mówimy – to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo, i nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest przekop społeczny, w oparciu o sześć instytucji, który sobie zarośnie zielskiem w ciągu kilku lat na świeżym powietrzu – i co się wtedy zrobi?
– Protokół zniszczenia…
– Prawdziwe pieniądze zarabia się tylko na drogich, słomianych inwestycjach.
Tak zapewne tłumaczyłby Ryszard Ochódzki, prezes klubu Tęcza, Janowi Hochwanderowi, kierownikowi produkcji „Ostatniej paróweczki” zasady ekonomii „narodowej” rządzące koncepcją budowy przekopu Mierzei Wiślanej. Nie musiałby tłumaczyć sensu tej i kolejnej inwestycji, tym razem dotyczącej Odry, ministrowi Markowi Gróbarczykowi, który właśnie opieprzył niemiecką minister środowiska za wtrącanie się w nasze sprawy narodowe i stwierdził: „modernizacja Odry w postaci budowy stopni wodnych i terminalu kontenerowego to dla nas priorytet. Nie zrobimy ani kroku wstecz”. Powiedział to zupełnie jak Stalin, który w 1942 roku wydał rozkaz sformowania oddziałów zaporowych mających prawo strzelać do wycofujących się własnych żołnierzy.
Przekop Mierzei Wiślanej już jest faktem. 17 września, symbolicznie w dniu rocznicy agresji radzieckiej na Polskę, zostanie otwarty. To sztandarowa budowa PiS, która miała być tania, a jest bardzo droga. W dniu otwarcia jako pierwszy miał przepłynąć statek wiozący węgiel z polskich kopalń do portu w Gnieźnie. Miał, ale zapewne nie przepłynie, bo trudno znaleźć straceńca, który zaryzykuje utratę prawa jazdy na statki w przypadku wpakowania się na mieliznę. Droga wodna do portu bowiem nie jest jeszcze gotowa, a średnia głębokość zalewu wiślanego to coś koło 2 m.
17 września nastąpi zatem wielkie otwarcie. W podniosłej atmosferze wielkiego święta, dumni z tego co zrobili, usatysfakcjonowani z osiągnięć i realizacji planu członkowie partii przetną wstęgi i otworzą drogę do pomyślności narodu. Pod przewodem partii wszelkie inwestycje i plany muszą zostać zrealizowane. Na placu zakończonej budowy przekopu pojawią się członkowie partii, członkowie stronnictw sojuszniczych, młodzież, liczne grupy bezpartyjnych. Nie pojawią się żeglarze i motorowodniacy, bo dla nich zwyczajnie nie starczy miejsca na zalewie zapełnionym łodziami służb, policji i ochroniarzy z całego kraju.
Uroczystość chcieli uświetnić cywilni posiadacze 200 łodzi, ale odmówiono im tego przywileju. Zapewne dlatego, że członkom partii trzeba zapewnić bezpieczeństwo, a plączące się tu i ówdzie łódki mogłyby to uniemożliwić. Ci „kajakarze” niech sobie otwierają kanał 18 września. Przecież na otwarciu pojawi się zapewne sam pierwszy sekretarz, zwany dla niepoznaki prezesem – ten sam, który jak Edward Gierek przy rozpoczynanych wielkich inwestycjach PRL-u wbił pierwszą łopatę w piasek planowanego przekopu w czynie społecznym. Parafrazując jedno z wielkich haseł komunizmu: „Naród z partią, partia niekoniecznie z narodem”.