USA

Dziurawy worek wuja Sama

Ameryka to kraj, w którym marnotrawstwo środków publicznych odbywa się na skalę nieporównywalną z żadnym innym krajem świata. Rocznie rząd federalny USA trwoni kilkaset miliardów dolarów na samych tylko programach pomocy społecznej. Teraz Joe Biden chce pod tym względem pobić wszelkie rekordy.

Paweł Łepkowski
Foto: Vbaleha/Dreamstime.com

Najdroższy fundusz świata

O tym, że polski system ubezpieczeń społecznych jest jednym z najgorszych mechanizmów trwonienia majątku obywateli naszego państwa wie już chyba każde dziecko. Jest on jednak zaledwie niewinną błahostką w porównaniu z rozpadającym się amerykańskich programem ubezpieczeń społecznych.

Działająca od 80 lat Social Security Administration (odpowiednik naszego ZUS) jest niezależną agencją federalną wchodzącą w skład rządu Stanów Zjednoczonych. Jej zadaniem jest realizacja wypłat z zakresu ubezpieczeń emerytalnych, rentowych, chorobowych i wypadkowych. Działalność tej organizacji opiera się na ustawie Social Security Act z 1935 roku, będącej fundamentem tzw. Nowego Porządku Franklina Delano Roosevelta.

Każdego roku politycy obiecują, że emerytury zostaną podniesione, a program Social Security znacznie unowocześniony. I każdego roku okazuje się, że jest to jedynie kiełbasa wyborcza.       Program ubezpieczeń zdrowotnych jest największą zmorą każdego amerykańskiego rządu i kolejnych kadencji Kongresu. Kiedy w 1935 roku prezydent Franklin Delano Roosevelt podpisał ustawę o zabezpieczeniu społecznym, wydatki na cele społeczne stanowiły mniej niż 5% budżetu federalnego. Program funkcjonował całkiem sprawnie, mimo że ówczesna stopa bezrobocia w USA osiągnęła 18 procent, czyli najwyższy poziom w historii tego państwa. W ciągu kolejnych 80 lat ta ustawa kosztowała amerykańską gospodarkę ponad 50 bilionów dolarów. Wydawało się, że wraz ze wzrostem składek, unowocześnieniem bazy informacji, udoskonaleniem systemów obliczeniowych i otwarciem setek lokalnych filii SSA, świadczenia będą punktualnie trafiać do beneficjentów, a emerytury i renty znacznie wzrosną.

I znowu, jak w przypadku każdego socjalistycznego projektu, efekty były dokładnie odwrotne do zamierzonych. System Social Security jest dzisiaj nie tylko największym i najdroższym na świecie programem emerytalno-rentowym, ale w ogóle najdroższą instytucją na tej planecie. Jej emblematem powinien być dziurawy worek, a nie stylizowany orzeł.

Kwoty jakie każdego roku wyciekają z tego funduszu przez same tylko pomyłki jego pracowników mogłyby zasilić budżet nie jednego afrykańskiego państwa na całą dekadę.

Często można się spotkać w polskiej prasie z opinią, że największą część wydatków amerykańskiego budżetu stanowią zbrojenia. To oczywista nieprawda. Największym pożeraczem środków publicznych jest wiecznie nienasycony smok ubezpieczeń społecznych. Prezydent Obama oczekuje, że tegoroczny budżet Social Security Administration zamknie się w kwocie 903 miliardów dolarów czyli o 272 miliardy dolarów więcej niż przewidywane wydatki na obronność kraju, dziewięć razy więcej niż koszt wydatków na transport i prawie 30 razy więcej niż planowany budżet instytucji zajmujących się rozwojem nowych technologii, nauki i badań kosmosu.

Jak fatalnie działa program ubezpieczeń społecznych świadczy pewne wydarzenie z 2011 roku, kiedy dziennikarz Merril Matthews zarzucił na łamach dwutygodnika Forbes prezydentowi Obamie i sekretarzowi skarbu Timothy Geithnerowi sprzeniewierzenie 2,6 biliona dolarów. Prezydent groził wówczas, że jeżeli Kongres zablokuje prowizorium budżetowe to emeryci nie będą mogli otrzymać swojej emerytury. Dlaczego miałoby się tak stać? – pytał się publicysta Forbesa – Przecież system trustowy ubezpieczeń społecznych powinien dysponować gigantyczną kwotą 2,6 biliona dolarów. Skoro więc prezydent grozi niewypłacalnością tego systemu widocznie pieniądze te zniknęły na inne cele bez wiedzy opinii publicznej. Znamienne, że Biały Dom nigdy nie udzielił odpowiedzi na pytanie Merril Matthewsa.

Fundusz 6,5 miliona zombies

Od początku swojego istnienia program Social Security był skazany na porażkę rozłożoną w czasie. Już w 1977 roku na biurko prezydenta Jimmiego Cartera trafiła analiza sporządzona przez niezależnych ekspertów, w której ostrzegali oni szefa rządu, że SSA wkrótce przestanie wypłacać czeki emerytalne i rentowe, jeżeli nadal będzie elementem zadłużania się państwa. Jakie rozwiązanie znalazł prezydent Jimmy Carter? Typowe dla lewaków – zdecydował się na podniesienie składek ubezpieczeń społecznych  co o mało nie doprowadziło w ostatnim roku prezydentury Cartera do realnego upadku całego funduszu. Sytuację uratowała dopiero w 1983 roku administracja Ronalda Reagana. Reanimacji  dokonała dwupartyjna komisja pod przewodnictwem Alana Greenspana, która nie omieszkała jednak wspomnieć w końcowym komunikacie swoich prac, że uważa fundusz Social Security za mechanizm prowadzący do własnego bankructwa. Aby przeciągnąć to dramatyczne wydarzenie w czasie, komisja Greenspana poleciła znacznie zwiększyć system kontroli wydatków.

Członkowie komisji ostrzegali, że każdy dolar wydany w niewłaściwy sposób przyniesie tysiąckrotne konsekwencje w przyszłości.

Wydawałoby się, że kryzys ubezpieczeń społecznych z drugiej połowy lat 70. XX wieku oraz końcowe wnioski komisji Greenspana staną się przestrogą dla kierownictwa SSA.

Niestety Social Security Admnistration to państwo w państwie – światowy wzór bałaganiarstwa, marnotrawstwa i urzędniczej samowolki. Przykładem makabrycznego wręcz bałaganu wewnątrz tej najdroższej instytucji w dziejach ludzkości jest ujawniony skandal ze świadczeniami dla ludzi w wieku powyżej stu lat. Z bazy danych SSA wynika bowiem, że w Stanach Zjednoczonych żyje ponad 6 i pół milina ludzi w wieku 112 lat i powyżej.

To niestety nie jest dobra nowina wskazująca, że amerykańska gerontologia osiągnęła takie postępy, ale dowód, że amerykański ZUS znajduje się na poziomie swoich odpowiedników w Europie Wschodniej.

Po przeprowadzeniu kontroli w tegorocznych wydatkach agencji, niezależny Inspektor Generalny (każda niezależna agencja wewnątrz rządu USA posiada takiego niepodlegającego nikomu inspektora) odnalazł aktywne numery ubezpieczenia społecznego 6,5 miliona osób urodzonych w latach 1869-1893. Tymczasem na całym świecie żyje zaledwie 35 osób, które osiągnęły tak czcigodny wiek. Słysząc to niektórzy, bardziej złośliwi komentatorzy nazwali  amerykański system S.S. ,,Funduszem  6,5 miliona zombies”.

Biorąc pod uwagę statystyczną długość życia Amerykanów w różnych dekadach można przyjąć założenie że od 40 lat system ubezpieczeń społecznych uwzględnia w swoich statystykach, a także wysyła świadczenia emerytalne lub rentowe lub zabiega o środki budżetowe dla nieistniejącej społeczności, której  liczebność jest porównywalna do liczby ludności Litwy, Łotwy i Estonii.

Z pierwszych wyliczeń Inspektora Generalnego wynika, że zaledwie 70 tysięcy z 6,5 miliona tych przedawnionych numerów ubezpieczenia społecznego kosztowało tylko w latach 2006-2011 podatników amerykańskich aż 3,1 miliarda dolarów.

Skoro dają trzeba brać

Bałagan i marnotrawstwo w systemie ubezpieczeń społecznych to zaledwie czubek góry lodowej niekontrolowanego wycieku pieniędzy z budżetu amerykańskiego. Gorąca debata publiczna w sprawie 6,5 miliona nieaktualnych numerów Social Security zwróciła uwagę większości republikańskiej na gigantyczną rozrzutność przy tworzeniu programów pomocy społecznej.  Klasycznym przykładem jest realizacja powstałego w latach 60. programu The Supplemental Nutrition Assistance Program (SNAP), znanego bardziej jako Program Kartek Żywnościowych (Food Stamps) . Jego beneficjentami są osoby o niskich dochodach, które mogą wymieniać przypominające banknoty kartki na żywność. Chociaż jest to program federalny, to przyznawanie kartek leży w gestii władz stanowych.

Od lat toczy się tłumiona przez poprawno-polityczne media nurtu głównego debata na temat zasadności przyznawania kartek żywnościowych. W większości przypadków nie spełnia ona pomocowego charakteru, ale utrzymuje jedynie całe pokolenia nierobów. Znamienne, że dotyczy to głównie mniejszości etnicznych. Jeden na czterech przedstawicieli społeczności afro-amerykańskiej otrzymuje pomoc w postaci food stamps. Tymczasem proporcje te wynoszą wśród białych Amerykanów odpowiednio 0,65 na 10 osób.

Konserwatyści uważają, że programy pomocowe trafiają głównie do mieszkańców „gett”, gdzie całe pokolenia wegetują na garnuszku  państwa. Mechanizm przyznawania kartek jedynie pogłębia ubóstwo pokoleniowe.

Znamienne, że od 1970 roku liczba otrzymujących kartki żywnościowe wzrosła z 5 do 47 milionów Amerykanów. Na każdego beneficjenta przypada średnia statystyczna równowartość 135 dolarów miesięcznie.  W 2014 roku program kosztował amerykańskich podatników ponad 71 miliardy dolarów. W niektórych stanach osoby otrzymujące food stamps otrzymały także darmowe telefony komórkowe z ograniczonym doładowaniem. Teoretycznie ma to służyć walce z bezrobociem. W rzeczywistości stanowi zachętę do pasożytnictwa na filantropii innych.

Program przyznawania kartek żywnościowych otwiera listy organizacji trwoniących ciężko zarobione pieniądze podatników amerykańskich. Oblicza się, że 15% populacji żyje na granicy ubóstwa. Oczywiście jest to totalna bujda wymyślona przez polityków dla zdobycia głosów wyborczych. Definicja ubóstwa w USA różni się zasadniczo od znanej nam w Polsce. Jakże wielu zamożnych Polaków byłoby zdumionych, że normy amerykańskie zaliczają ich do ludzi bardzo biednych.

Na przykład czteroosobowa rodzina z Dystryktu Wirginii zarabiająca rocznie 45 tysięcy dolarów (181 tys. zł) może ubiegać się  o kartki żywnościowe o ekwiwalencie ponad 649 dolarów. Do tego może skorzystać z 70 dodatkowych programów pomocowych na poziomie federalnym, które zapewniają  jej dodatkową łączną pomoc do tysiąca dolarów miesięcznie.

Obecny koszt wszystkich tych programów pomocowych dawno przekroczył magiczną kwotę 1 biliona dolarów. Z pomocy korzystają nie tylko ,,najubożsi” (próg zarobkowy w okolicach ok. 11720 dolarów na osobę), ale także ,,słabo zarabiający” – czyli ludzie o zarobkach stanowiących równowartość polskich zarobków korporacyjnych z wyższej półki. Nadal jednak kwalifikują się oni do wsparcia ze strony państwa. W ten oto sposób blisko 150 milionów obywateli USA i legalnych imigrantów, czyli około 45% populacji tego kraju, korzysta z jakiejś formy pomocy budżetowej.

Pokolenie żyjące na socjalu

Wielu socjologów wskazuje na niepokojący wzrost uzależnienia młodych Amerykanów od świadczeń pomocowych. Stanowią oni przeciwieństwo pokolenia swoich pradziadków, dziadków i rodziców, których młodość przypadła na biedę Wielkiego Kryzysu lat 30-tych  lub późniejszy, wielki wysiłek wojenny Ameryki. Dla nich  nie do pomyślenia jest fakt, że tak wiele rodzin żyjących na normalnym poziomie konsumpcyjnym sięga po pomoc do kasy państwa.

Od kilku lat mówi się publicznie o rosnącej liczbie młodych Amerykanów, których jedynym sensem w życiu jest granie na konsoli lub czatowanie na Internecie. Ci ludzie zasłaniając się zmieniającą się sytuacją na rynku pracy wolą być stałymi beneficjentami pomocy społecznej niż poszukiwać jakiejkolwiek stałej pracy.

Niepokoić mogą doniesienia o budowie pierwszej amerykańskiej kliniki dla osób uzależnionych od gier komputerowych, w której miesięczny koszt leczenia w cenie 15 tysięcy dolarów może być refundowany z programów pomocowych państwa.


Przeczytaj też:

Amerykański skręt w lewo

Czy Ameryka jest fiskalnym rajem, jak twierdzą niektórzy politycy w Polsce? Czy nadal można wierzyć w słowa wygłoszone w 1865 roku przez dziennikarza Horacego Greeleya z redakcji New York Daily Tribune: „Waszyngton nie jest miejscem do życia. Czynsze są wysokie, jedzenie kiepskie, kurz obrzydliwy...

Biden zamierza astronomicznie zadłużyć Amerykę

Żaden amerykański prezydent nie planował tak wysokiego zadłużenia państwa. Biden zamierza pobić rekord Trumana. W następnym roku budżetowym prezydent planuje wydatki za 6 bilionów dolarów.

Demokraci dokręcają śrubę podatkową w USA

Zaszczepiłem się przeciwko Covid-19 jednodawkową szczepionką Johnson & Johnson. Nie żałuję tego, bo nie doświadczyłem żadnych skutków ubocznych, a uzyskanie paszportu szczepionkowego bardzo mi ułatwiło wakacje. (Uniknąłem wepchnięcia do nosa jakiegoś wadliwego testu made in China, który mógłb...


Redaktor naczelny: Paweł Łepkowski | Edytor: Marta Narocka-Harasz  

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Stale współpracują: Zofia Brzezińska, Robert Cheda, Jacek Cieślak, Zuzanna Dąbrowska, Gaja Hajdarowicz, Grzegorz Hajdarowicz, Mariusz Janik, Krzysztof Kowalski, Hubert Kozieł, Marek Kutarba, Tomasz Nowak, Joanna Matusik, Justyna Olszewska, Marcin Piasecki, Paweł Rochowicz.

©
Wróć na górę