Sport

Świat oszalał: piłka nożna

Nie ma większego targowiska próżności, niż współczesna piłka nożna. Gigantyczne budżety klubów, wielomilionowe kontrakty piłkarzy i trenerów, setki miliardów w reklamach na stadionach i koszulach, piłkarze w roli gwiazdorów globalnych, tony żelu, najbardziej modne ciuchy, miliony followersów na fejsie i Instagramie. Świat oszalał? Bez wątpienia.

Bardot

Historycy mówią, to nic nowego. W starożytnym Rzymie odpowiednikami dzisiejszych gwiazd fooballu byli gladiatorzy. W Bizancjum woźnice ze stronnictw cyrkowych: zielonych, czy niebieskich. W średniowieczu walczący w turniejach rycerze. Gwiazdorstwo i wtedy przekraczało granice państw i imperiów, a bohaterowie przechodzili do sfery mitu. A jednak to co się dzieje ze współczesną religią footballu jest zjawiskiem bez precedensu. Doskonale wkomponowało się w globalną sferę komercji, korzysta w globalnego systemu komunikacji, buduje globalną legendę. Czy powinniśmy się z tym godzić? Czy w istocie tacy ludzie, jak Pele, Gert Muller, czy Maradonna winni mieć status bliski boskiemu? To oczywiste szaleństwo i wyraz głębokiej dekadencji. Skoro skorzy jesteśmy uświęcać kopaczy skórzanej piłki, to znaczy, że jako ludzkość nie mamy wiedzy, bądź nie rozumiemy istoty współczesnego świata. Jego złożoności, problemów, wyzwań, jakie przed nim stoją. Skoro godzimy się płacić za piłkarski transfer z jednego klubu do drugiego niemal miliard złotych, to znaczy, ze pogubiliśmy miarę; zapomnieliśmy czym jest bieda, nędza i wykluczenie. Dekadencja? Tak, ale też nadzwyczajna ekspresja oczekiwań. Doświadczaliśmy tego w ostatnich dniach. Nie wiedzieć czemu sprawa awansu polskiej reprezentacji do kolejnej fazy ME w piłce nożnej stała się sprawą narodową. Oczekiwanie nie tylko rozgrzały narodowe emocje, ale wyzwoliły nas z krytycyzmu, wygasiły realizm, a nawet podgrzały fanatyzm. Na jakiej podstawie uznaliśmy, że kilkunastu średnio utalentowanych i rzadko z sobą grających piłkarzy, pod wodzą przypadkowego i zatrudnionego zbyt późno trenera, tylko dlatego, że grają w barwach narodowych miało wygrać z piłkarskimi potęgami? Wszelkie racje były przeciwko, a jednak nie przeważyły wiary, że tym razem się uda. Udać się nie mogło. Po meczu w Petersburgu wiemy to na pewno. A jednak zostaje kac i gorzkie uczucie braku szczęścia. Cóż, mogło się udać. A może następnym razem? Dziwi mnie, że nie towarzyszy temu refleksja, że football w tym wymiarze, o tym obliczu, to odbierające zmysły szaleństwo, globalna przesada, dawno już odarta z etycznych ideałów sportu. Czy tak musi być? Myślę, że jak w każdym zjawisku społecznym o rosnącej dynamice kiedyś dojdzie do punku przegrzania. Eksplozji, załamania systemu. W Bizancjum były to wychodzące od stronnictw cyrkowych rewolucje. Co wywróci szaleństwo footballu? Jeszcze nie wiemy. Ale ten moment zbliża się nieuchronnie.


Przeczytaj też:

Bakterie, które tuczą

  Jesz białe pieczywo i tyjesz? Zmieniasz pieczywo na pełnoziarniste, a waga nadal nie spada? Być może powinieneś zrobić badanie kału

Gwiezdne wojny nad Norymbergą

Wiosenny świt przyniósł widok powietrznego starcia nad średniowieczną Norymbergą. Mieszkańcy byli przerażeni. Było to boże przesłanie, a może kosmiczna bitwa, która rozegrała się w pobliżu naszej planety? Nauka potrafi odpowiedzieć dlaczego ludzie widzą UFO i inne znaki na niebie.  


Redaktor naczelny: Paweł Łepkowski | Wydawca: Marta Narocka-Harasz  

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Stale współpracują: Zofia Brzezińska, Robert Cheda, Jacek Cieślak, Zuzanna Dąbrowska, Gaja Hajdarowicz, Grzegorz Hajdarowicz, Mariusz Janik, Krzysztof Kowalski, Hubert Kozieł, Marek Kutarba, Tomasz Nowak, Joanna Matusik, Justyna Olszewska, Marcin Piasecki, Paweł Rochowicz.

©
Wróć na górę