Społeczeństwo

O mirażu nacjonalizmu i religii

Spalenie w Kaliszu kopii statutu kaliskiego – oryginał nie dotrwał do naszych czasów – to obok powołania broniącej kościołów straży narodowej z szeregów „Bączkiewicz-Jugend” najbardziej flagowy przejaw aliansu religii i nacjonalizmu w Polsce. Przynajmniej na naszych oczach.

 |  Arkadiusz Stempin
Foto: Dimaberkut | Dreamstime.com

Statut kaliski nadał przed 700 laty swoim żydowskim poddanym książę Bolesław Pobożny, ale na obszar całej monarchii rozciągnął go Kazimierz Wielki. Statut regulował położenie ludności żydowskiej, jej prawa majątkowe i handlowe oraz kontakty z chrześcijanami. Dzięki temu przywilejowi Żydzi zostali objęci opieką monarchy oraz, co niemniej istotne, uwolnieni od zarzutu o mord rytualny. Ilustrował Statut Kaliski tolerancję religijną I Rzeczpospolitej, zjawisko wyjątkowo rzadkie w Europie dobie wojen religijnych. W 1928 roku bibliofilskie wydanie statutu artysta-malarz Artur Szyc ozdobił miniaturami i ofiarował Józefowi Piłsudskiemu.


Zjawisko aliansu nacjonalizmu i religii jest obecne nie tylko nad Wisłą. W USA zwolennicy hasła „America first”, którzy w styczniu dla prezydenta Trumpa szturmowali Kapitol, wymachiwali krzyżami w rękach  i oczywiście żarliwie się modlili. Nie mówiąc o tym, że chrześcijańska prawica w USA zbywa godzący w „America first” proces zmiany klimatu nakazem o świętej bezczynności, ponieważ wkrótce i tak Chrystus powróci na ziemię, czym lewacki postulat walki z ociepleniem planety obróci w niwecz. Na Węgrzech kalwinista Orban obwołał się „obrońcą chrześcijańskiej Europy” przed nawałnicą islamu. Brzemię, które w zsekularyzowanej Teutonii doby Merkel dźwiga ruch „Pegida”. Na jej marszach przez miasta byłej komunistycznej NRD w górę strzelały krzyże w kolorze niemieckiej fagi. 


Na ile jednak obydwu fenomenom, religii i nacjonalizmowi, jest z sobą po drodze? I czy ponadto przykład amerykański nie prowadzi na manowce, a rzeczona koniunkcja nie ogranicza się do Europy, będąc reakcją na proces jednoczenia się kontynentu pod unijną flagą? Tyle że  Adenauer, de Gaulle i Gasperi, ojcowie założyciele zjednoczonej Europy, jak jeden mąż byli gorliwymi katolikami. Pokojowa inspiracja byłaby więc religijnej natury. Niekoniecznie. Wyjaśnienie, że za przerzuceniem mostów pojednania w powojennej Europie kryły się stricte strategiczne motywy, wspiera się na argumencie, iż pokojowy porządek na Starym Kontynencie wyłączał równolegle utrzymanie kolonialnych posiadłości Anglii i Francji bez użycia brutalnych narzędzi przemocy. Co bynajmniej nie brzmi chrześcijańsko, raczej pobrzmiewa patosem cywilizacyjnej wyższości nad Nie-Europejczykami. Ponadto jednocząca się Europa u progu zimnej wojny znajdowała się pod ochronnym parasolem USA i NATO.


Szersze spojrzenie natomiast na przeszłość nacjonalizmu odsłania, że potrafił on posłużyć się religią, ale równie dobrze mógł się bez niej obyć. Joseph Ratzinger, nim został papieżem Benedyktem XVI, hołdował nawet przekonaniu, że nacjonalizm jest czystym wytworem sekularyzacji. Co absolutnie nie dotyczy jednak Europy Środkowowschodniej. Chorwacki, słowacki czy polski  nacjonalizm były lub są przeniknięte religią. Nawet we wschodnich Niemczech, w silnie zsekularyzowanej byłej NRD, sprzeciw przeciwko uchodźcom manifestuje się obroną zachodniej cywilizacji w wydaniu religijnych analfabetów. Czy nacjonalizm posłuży się religią, czy też nie, zależy najbardziej od przebiegu linii konfliktów w konkretnych społecznościach.


Tym bardziej, że tylko pozornie w religii i nacjonalizmie tkwią podobne komponenty, które mogłyby obydwa zjawiska wzajemnie do siebie przyciągać. Obydwa bowiem nie są spójnymi systemami normatywno- aksjologicznymi, a już na pewno nie jest nim nacjonalizm. Raczej należy go pojmować jako instynktowną obronę przed innością i obcym. Niekoniecznie też musi on powstać na płaszczyźnie państwa czy narodu, Równie dobrze może się ograniczyć do regionu czy nawet miasta. Przykład bawarskiego nacjonalizmu, traktującego za wrogie wszystko, (bo pruskie), skoro leżące na północ od linii wyznaczonej położeniem miasta Ingolstadt, ilustruje ten fenomen.


Religia z kolei i jej miejsce w przestrzeni politycznej bardziej wyznaczone jest trywialną praktyką niż świętym dogmatem. Ten bowiem istotnie chrześcijaństwo wynosi do rangi systemu z nakazem „miłości bliźniego”. I w tym sensie reprezentującego etos człowieka. Dla chrześcijaństwa i jego założyciela podejmowanie etycznych decyzji nie kierowało się dobrem i racją stanu wspólnoty narodowej czy cywilizacyjnej. Zresztą moralny uniwersalizm spotkać można nie tylko w chrześcijaństwie, ale i w innych religiach, jak w buddyzmie. To jednak już nie w wszystkich religiach. Ale właśnie religie roszczące sobie aspiracje do wyrażania moralnego uniwersalizmu są narażone na powaby partykularyzmu. Kiedy chrześcijaństwo stało się religią państwową w imperium rzymskim, doszło do fuzji między wykładnią nauki Jezusa i interesami imperium cezarów. Wewnętrzne moralne nakazy religijne na zewnątrz już nie obowiązywały. Przez średniowiecze i okres nowożytni, aż do rewolucji francuskiej, zespolenie władzy dynastycznej i kościelnej wyznaczało normę, skoro rządzone przez jednostki imperia składały się z licznych narodowości. Klasyczny nacjonalizm, wytwór XIX wieku, doprowadził do paradoksalnej nawet sytuacji, że podczas I wojny światowej armaty i skaczące sobie do gardła narodowe armie w imieniu tego samego Boga i tej samej uniwersalistycznej religii błogosławili kapelani pozostający na usługach nacjonalizmu niemieckiego, francuskiego i austro-węgierskiego. 


W Polsce międzywojennej największa formacja polityczna Narodowa Demokracja, odsunięta po zamachu majowym (1926) od władzy i pozbawiona perspektywy jej przejęcia, wymyśliła się na nowo i jako Obóz Wielkiej Polski tożsamość narodową oparła na zbitce Polak-katolik.  Lider obozu Roman Dmowski, zafascynowany wielkimi imperiami, które uznawał za kulminację państwa narodowego, zwrócił się po wsparcie do kościoła katolickiego. Niekoniecznie oczywiste posunięcie. Musiał najpierw bowiem odejść w zapomnienie okres zaborów, kiedy sojusz tronu i ołtarza bardziej sprzyjał władzom zaborczym niż Polakom. Polscy biskupi w zaborze austriackim zachowywali się bardzo lojalnie wobec ultrakatolickich Habsburgów w Wiedniu. Episkopat w zaborze rosyjskim pomimo restrykcji carskich pozostawał na garnuszku rosyjskiej administracji. Modlitwę za cara i jego rodzinę z mszału rzymskiego nad Wisłą usunęła dopiero rewolucja Lenina.  „Papież Leon XIII poświęca katolików w Polsce dla pozyskania papiestwu całej Rosji”, pomstował Jan Ludwik Popławski.


Ale Dmowskiemu przyświecała wizja kościoła narodowego i Polaka wysoko niosącego sztandar swojej wiary. Sprzyjał jej wzrost nacjonalizmu w całej Europie, w której mniejsi lub więksi autokraci sięgnęli po władzę. Z trójki dyktatorów, a właściwie gangsterów politycznych, Lenina, Hitlera i Mussoliniego, osoba i praktyka tego ostatniego wywarła największy wpływ na polski obóz narodowy. Dmowski obcinał też kupony od wzrostu religijności zwłaszcza wśród młodszego pokolenia Polaków w latach 1930. Idea katolickiego państwa narodu polskiego na tym nie poprzestała. Przyjęła postać misyjnej awangardy, która pierwotną rolę chrześcijańskiego przedmurza zamieniła na mrzonki rekatolizacji państw i narodów położonych między Bałtykiem, Adriatykiem i Morzem Czarnym. Pomysłami nawrócenia na katolicyzm objęto także Żydów, przewyższając ambicje św. Pawła, którego misja zarażenia nauką Chrystusa Żydów spełzła na panewce. Dmowskiemu Stwórca pozwolił uniknąć doświadczenia klęski programu Wielkiej Polski. Zmarł kilka miesięcy przed wrześniem 1939 roku.


Idea próbuje jednak udowodnić, że po ponad pół wieku zmartwychwstaje. Niezmiennie karmi się furrorem narodowej ksenofobii. Tym razem wobec braku na podorędziu Żydów jak w latach 1930., za wroga ma Unię Europejską, islam i mniejszości seksualne. Blisko jej do prawicowej ekstremy w Europie. Od 2013 roku środowiska narodowe maszerują na Jasną górę z hasłami typu: „Nie tęczowa, nie czerwona, tylko Polska narodowa”. Biskupi odcinają się od ekstremalnych przejawów nacjonalizmu – wyrzucono z szeregu duchownych ultranacjonalistę w sutannie, księdza Jacka Międlara, skrytykowano brunatne ekscesy nacjonalistów pod katedrą w Białymstoku w lipcu 2019 roku – ale tolerują ksenofobiczną działalność Radia Maryja. I daleko im do najbardziej pożądanej postawy wobec brunatnych idei lat 2000., wyrażonej ustami dominikanina Pawła Gużyńskiego: „Nasza ziemia jest pomieszana z popiołami Auschwitz. Dlatego musimy zrobić wszystko, aby nacjonalizm nie wrócił. Kiedy widzę tych młodych ludzi, to odnoszę wrażenie, iż osoby wygłaszające pogląd, jakoby nacjonalizm mógł być zgodny z etyką chrześcijańską, nie posiadają wiedzy ani o historii, ani  o ideologii narodowo-radykalnej.”   


Przeczytaj też:

Szatan nasz narodowy

Szatan i jego aniołowie zstąpili na świat, chcą być równi Bogu, ale przyjdzie kres tego szaleństwa, a pomsta będzie straszna.

Przedmurze chrześcijaństwa, czyli mit konserwowany

Wschodnia dzicz zabrała wybitnych wodzów, przywódców, królów. Głowy na ołtarzu ojczyzny położyli Henryk Pobożny, Władysław Warneńczyk, Stanisław Żółkiewski... Polska jako ostatni kraj rzymsko-katolicki na wschodzie musiała chronić granic Europy przed najazdami muzułmańskich Tatarów i Turków, ale ...


Redaktor naczelny: Paweł Łepkowski | Edytor: Marta Narocka-Harasz  

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Stale współpracują: Zofia Brzezińska, Robert Cheda, Jacek Cieślak, Zuzanna Dąbrowska, Gaja Hajdarowicz, Grzegorz Hajdarowicz, Mariusz Janik, Krzysztof Kowalski, Hubert Kozieł, Marek Kutarba, Tomasz Nowak, Joanna Matusik, Justyna Olszewska, Marcin Piasecki, Paweł Rochowicz.

©
Wróć na górę