Zdrowie

Pijmy piwo póki żyjem…

Piwo jest trwale wpisane w naszą historię. Musiało być na tyle ważne dla naszych antenatów, że Gall Anonim umieścił je na honorowym miejscu historii o Piastach, którzy w zmianie dynastycznej zastąpili Popielidów.

Tomasz Nowak
Foto:Markus Distelrath | Pixabay

Gaspard de Tende, dworzanin króla Jana Kazimierza pisał w 1684 roku: „Polacy nie jadają w zasadzie śniadań lub czynią to bardzo rzadko [...] Mężczyźni, a także i kobiety wypijają rano ciepłą polewkę piwną z imbirem, wbijając do niego żółtka z cukrem”. O piwie warzonym z pszenicy, jęczmienia, żyta i orkiszu wspomina Jan Długosz w swoich „Rocznikach, czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego”, pisał o nim także Gall Anonim w „Kronice polskiej”. Ten ostatni nigdy nie kończącą się beczką złotego trunku odszpuntowaną na imprezie u Piasta Kołodzieja podkreślił nawet zmianę dynastyczną. Teodor Zawacki w swym poradniku z 1616 roku zauważa: "(...) wina u nas nie każdy mieć może, dobre piwo stoi za wino i także zdrowe jest z pięknej pszenice na wybór uwarzone, wystałe, nie zwietrzałe etc. aleć i jęczmienne dobre, kiedy się wystoi".

Piwo posilało, służyło zdrowiu, a przede wszystkim zastępowało brudną wodę, która przynosiła choroby. Pili je wszyscy – zarówno magnaci i zamożna szlachta, jak i pospólstwo. Można powiedzieć, że było napojem ponadklasowym łączącym i pana, i chama. Piwo pszeniczne polecano chudzinom, bo tuczyło, ale też „urynę pędziło”, jęczmienne rozgrzewało, owsiane pomagało na „humory”, a orkiszowe zalecano na kaszel.

Tania wódka, którą pan rozpijał chłopów, oraz fatalna sytuacja ekonomiczna, a także rozbiory doprowadziły do wzrostu cen i upadku staropolskiej tradycji browarniczej. I Wojna Światowa doprowadziła do kolejnego zaniku tradycji piwowarskich, mimo że starano się odbudować je za pomocą produkcji w browarach przemysłowych. Kolejną próbę podjęto w PRL-u. To wówczas pojawiły się reklamy: „Litr piwa zawiera 250 kalorii. Człowiek pracy potrzebuje 3000 kalorii. Pijcie odżywcze piwa państwowych browarów” albo „Po pracy najlepiej orzeźwia i wzmacnia piwo” z ryciną zadowolonego robotnika dzierżącego kufel pokryty pianą. Niestety piwa z państwowych browarów były paskudnej jakości i trafiały w gust „zaawansowanych” piwoszy albo początkujących adeptów alkoholowych wypraw.

Dziś piwo wróciło do łask. Oczywiście nie dzięki „koncerniakom”, które są równie podłe, a może nawet gorsze niż te z PRL-u. Zawdzięczamy to mnożącym się jak grzyby po deszczu browarom craftowym zakładanym przez pasjonatów wywodzących się z browarów domowych. Teraz możemy degustować w zasadzie każdy gatunek piwa, na który mamy ochotę. Czy to będzie amerykańska IPA, stout, koźlak, hefeweizen, dunkelweizen, lambic, ale, czy porter bałtycki – każdy styl znajdziemy w wyspecjalizowanych sklepach. To jest naprawdę dobra wiadomość, bo picie piwa w rozsądnych ilościach ma bardzo wiele zalet.

Piwo to głównie woda, ale w niej rozpuszczonych jest sporo wartościowych składników. Znajdziemy tam błonnik, żelazo, magnez, fosfor, potas, sód, cynk, miedź, mangan, selen, fluor i krzem oraz śladowe ilości wapnia. Zawiera tez sporo antyoksydantów i witaminy B. Niektórzy twierdzą nawet, że „piwo jest podstawowym źródłem witaminy B dla mężczyzny”. Ten trunek dzięki zawartości krzemu wzmacnia kości (badanie opublikowane w Osteoporosis International) i chroni przed osteoporozą (badanie opublikowane w Journal of the American Medical Association), chroni mózg przed choroba Alzheimera i opóźnia demencję (Loyola University). Rozpuszczony błonnik natomiast obniża poziom „złego” cholesterolu. Picie piwa może pomóc zmniejszyć ryzyko wystąpienia kamieni nerkowych (Clinical Journal of American Society of Nephrology), a chmiel w nim zawarty chroni nasze organizmy przed stanami zapalnymi.

Oczywiście w nadmiernych ilościach piwo szkodzi. Może nie tyle piwo, co zawarty w nim alkohol. Nadmierne spożywanie alkoholu może zakłócać pracę naszego serca oraz układu krążenia, może doprowadzić do nadciśnienia tętniczego, arytmii, niewydolności serca, a nawet udaru mózgu i zawału serca. Ale tym będziemy martwic się po majówce, gdy już wrócimy do obowiązków zawodowych.


Przeczytaj też:

Bakterie, które tuczą

Jesz białe pieczywo i tyjesz? Zmieniasz pieczywo na pełnoziarniste, a waga nadal nie spada? Być może powinieneś zrobić badanie kału

No nie wiem, ale naszych babć chyba nie przekonasz

Mata aka Skute Bobo z Young Leosią pojechali na wakacje na Jamajkę.  Niestety w ramach pamiątki, zamiast magnesu na lodówkę, przywieźli moim zdaniem najbardziej nieudany projekt popularyzujący legalizację marihuany.

Tytoń – najdroższy wróg ludzkości

Palenie tytoniu zabija rocznie 4 mln osób. W ciągu dekady ta liczba się podwoi. Światowa Organizacja Zdrowia ma poważne powody do walki z nikotynizmem za wszelką cenę.

Sadzić, palić, zalegalizować!

Nastolatek posiadający stosunkowo niewielką ilość narkotyków może zostać uznany za handlarza i spędzić w więzieniu 15 lat. Nawet jeśli posiada marihuanę, narkotyk, który coraz więcej państw legalizuje.


Redaktor naczelny: Paweł Łepkowski | Edytor: Marta Narocka-Harasz  

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Stale współpracują: Zofia Brzezińska, Robert Cheda, Jacek Cieślak, Zuzanna Dąbrowska, Gaja Hajdarowicz, Grzegorz Hajdarowicz, Mariusz Janik, Krzysztof Kowalski, Hubert Kozieł, Marek Kutarba, Jakub „Gessler” Nowak, Tomasz Nowak, Joanna Matusik, Justyna Olszewska, Marcin Piasecki, Paweł Rochowicz.

©
Wróć na górę