Prawa zwierząt

Czy wydarzenia w laboratoriach okryje kurtyna milczenia?

Nie łudźmy się – los zwierząt wykorzystywanych w służbie nauki zawsze był trudny, a nasze szanse na poprawienie go – znikome. Czy po wejściu w życie planowanych zmian w ustawie o ochronie zwierząt zmaleją one do zera?

 |  Zofia Brzezińska
Foto: artfully-79/Adobe stock

Człowiek – najbardziej inteligentny z tworów przyrody nigdy nie wahał się wykorzystywać swojej przewagi intelektualnej nad innymi bytami w celu bezwzględnego podporządkowania ich sobie. Na przestrzeni tysiącleci koegzystencji człowieka z innymi stworzeniami przybierało ono niezliczone formy – mniej lub bardziej okrutne i uciążliwe dla zwierzęcia. Około 150 lat temu, wraz z gwałtownym rozwojem techniki i nauki, pojawiła się jeszcze jedna forma, polegająca na testowaniu nowych wynalazków człowieka na braciach mniejszych. Obrońcy tej metody jej niejednokrotnie makabryczne efekty tłumaczyli koniecznością, siłą wyższą, potrzebą ochrony życia i zdrowia ludzkiego, które są powszechnie uważane za wartości najcenniejsze. Przez lata nikt nie ośmielił się podjąć z tym stanowiskiem polemiki, milcząco uznając słuszność przytaczanych argumentów. Kiedy jednak w XXI wieku zauważalnie wzrosła wrażliwość i świadomość społeczeństwa na problemy związane z ekologią, środowiskiem i ochroną zwierząt, ustawodawca uznał za swój obowiązek przyjrzeć się także warunkom egzystencji  zwierząt laboratoryjnych. Rezultatem było wejście w życie ustawy o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych lub edukacyjnych w 2015 roku. Implementowała ona na grunt polski europejskie przepisy dotyczące przedmiotowej materii. Stanowi też swoiste dopełnienie funkcjonującej już od 2004 roku ustawy o ochronie zwierząt. Najważniejszą zasadą, jaką wprowadziła ustawa w 2015 roku, jest tzw. „Metoda 3R”. Zakłada ona, że aby doszło do wydania zgody na eksperyment, muszą zostać spełnione 3 warunku: po pierwsze, jeśli możliwe jest przeprowadzenie doświadczenia bez użycia zwierzęcia, to należy wybrać tę alternatywę. Po drugie,  do doświadczenia trzeba wykorzystywać jak najmniejszą liczbę stworzeń, a po trzecie -   nieustannie pracować nad udoskonalaniem metod. Ponadto ustawa uzupełnia poprzednią w wielu drobnych, ale też istotnych kwestiach (np. reguluje dopuszczalną wielkość klatek dla poszczególnych gatunków).

I jakkolwiek mile widziane i wręcz pożądane są wszelkie propozycje nowelizacji tych aktów, sporządzane z zamiarem i troską o poprawę  bytu zwierząt, to niestety wszystko wskazuje na to, że najbliższe z nich do takich nie należą. Postulowane jest bowiem całkowite ograniczenie udziału organizacji społecznych w postępowaniach toczących się przed Lokalnymi Komisjami Etycznymi do Spraw Doświadczeń  na Zwierzętach. To właśnie te organy zajmują się wydawaniem zgód firmom i koncernom na planowane eksperymenty, po rozpatrzeniu ich pod kątem faktycznej konieczności i stopnia oszczędzenia „obiektom” zbędnego cierpienia. Bez tej zgody, żadna osoba fizyczna ani prawna w naszym kraju nie ma prawa przeprowadzać żadnego doświadczenia na żywej istocie. Dlatego rola Komisji jest tak kluczowa w procesie walki o poprawę bytu zwierząt laboratoryjnych. Toczące się przed nimi postępowania często zamieniają się w arenę zaciętych bojów pomiędzy organizacjami społecznymi, którym nie jest obojętny los zwierząt, a bezdusznymi, dysponującymi gigantycznymi funduszami koncernami, które pod płaszczykiem troski o zdrowie i bezpieczeństwo ludzi często ukrywają swój prawdziwy i nadrzędny motyw - zysk finansowy.

I chociaż mam nadzieję, że nie każda firma prowadząca doświadczenia na zwierzętach kieruje się wyłącznie niskimi pobudkami, jednocześnie pozostając obojętna na los powierzonych jej zwierząt, to nie ulega wątpliwości istnienie rażącej skali dysproporcji pomiędzy tymi podmiotami. Wielkie koncerny produkujące leki i kosmetyki to podmioty cieszące się nie tylko niebagatelnym zapleczem finansowym, ale też  potężnym i głośnym lobby. Na takie wsparcie raczej nie mogą liczyć organizacje społeczne, często składające się z garstki „zapaleńców”, nie potrafiących patrzeć obojętnie na cierpienia zwierząt, i – o ile nie spełniają wymogów potrzebnych do założenia fundacji, co umożliwiłoby im pozyskanie dodatkowych funduszy – zmuszone utrzymywać się z datków ludzi dobrej woli. Siłą rzeczy więc, w każdym toczącym się przed Komisją lub sądem sporem, taka organizacja stoi raczej – jeśli nie na przegranej – to na słabszej pozycji niż hipotetyczny koncern. Celem działania dążącego do równości podmiotów wobec prawa, praworządnego i demokratycznego ustawodawcy powinno być zatem wyrównanie tych szans. A tymczasem nowy projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt proponuje nam coś zupełnie odwrotnego…

Wady takiego absurdalnego rozwiązania są widoczne gołym okiem i nie ma w zasadzie sensu zbytnio się nad nimi rozwodzić – począwszy naturalnie od osłabienia rzeczywistego stopnia ochrony zwierząt, po deprecjację prawa poprzez oficjalne  usankcjonowanie nierównych, sprzecznych z konstytucyjną zasadą równości stosunków prawnych oraz de facto odebranie obywatelom kontroli nad tą materią. Nie dziwi więc fakt, że w strukturach organizacji i fundacji poświęconych pomocy zwierzętom laboratoryjnym zawrzało. Najbardziej rozpoznawalną z nich jest inicjatywa Lab Rescue. Stworzona kilka lat temu przez przedsiębiorczą studentkę, organizacja rozrosła się i obecnie współpracują z nią dziesiątki wolontariuszy i laboratoriów. Twórczyni Lab Rescue udało się zarazić innych swoją ideą ratowania zwierząt laboratoryjnych. Wcześniej bowiem, zgodnie z przepisami, zwierzęta na których zakończono już doświadczenia i stały się „niepotrzebne”, po prostu uśmiercano. Ten smutny proceder był też podyktowany względami praktycznymi – przepełnione laboratoria nie miały gdzie pomieścić kolejnych lokatorów. Lab Rescue zaczął odbierać zwierzęta z laboratoriów i szukać dla nich domów. Szybko okazało się, że osób chętnych na przyjaciela z laboratorium jest wiele. Sympatycy Lab Rescue, którzy nie mogą przygarnąć zwierzaka, chętnie pomagają dostarczając potrzebne dla nich produkty, transportując zwierzęta między miastami oraz propagując informacje o inicjatywie. Specjaliści przyznają, że  przepisy w dotychczas obowiązującej formie pomimo, że są niedoskonałe, to jednak są lepsze od proponowanych zmian. Lab Rescue alarmuje, że  każda forma ograniczenia dostępu do wiedzy o badaniach i pozbawianie wpływu organizacji, których zadaniem jest ochrona losu zwierząt, rodzi poważne niebezpieczeństwo nadużyć prawa. Brak społecznej kontroli postępowań o udzielenie zgody na badania może spowodować naginanie procedur. W materii tak ważnej jak życie i dobrostan zwierząt, które same swojego głosu wyrazić nie mogą, przejrzystość i jawność ich losu powinna być wartością nadrzędną i szczególnie chronioną przez organy państwa.

Dodatkowe oburzenie budzi fakt, że sprawa jest praktycznie nieobecna w publicznej debacie. Należy z całą surowością przypomnieć będącemu autorem projektu nowelizacji Ministerstwu Edukacji i Nauki, że nie ma społecznej zgody na niepokojące, nieuzasadnione i niekonstytucyjne zmiany w ustawie o ochronie zwierząt. Proponowana zmiana art. 38 ust. 4 spowoduje bowiem niekonstytucyjne ograniczenie prawa do informacji publicznej i może wyłączyć jawność działania Krajowej Komisji Etycznej i Lokalnych Komisji Etycznych, a propozycja wyłączenia stosowania art. 31 Kodeksu postępowania administracyjnego zmierza do wykluczenia społecznego nadzoru nad toczącymi się postępowaniami oraz wpłynie na zwiększenie zagrożenia nadużyciami.

Zwierzętom laboratoryjnym zawdzięczamy więcej, niż nam się wydaje. To dzięki nim możemy bez strachu połykać lekarstwa, wcierać mydło w skórę i szampon we włosy. Ich nieuświadomiony i oczywiście niedobrowolny, ale rzeczywisty i bezcenny wkład w naukę pozwala na otulenie  nas codziennym kokonem bezpieczeństwa i komfortu. Naukowcy z Nowosybirska już dawno docenili zasługi „labików”, fundując im pomnik przed tamtejszym uniwersytetem. Możemy i powinniśmy zrobić dla nich jednak znacznie więcej. Czuwanie nad skuteczną ochroną prawną zwierząt przed zbędnym cierpieniem jest naszym obywatelskim prawem i moralnym obowiązkiem.


Przeczytaj też:

Czy wolność sumienia i religii zatriumfuje?

Jak udowodnił wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2014 r. zezwalający na prowadzenie uboju rytualnego, w imię wolności sumienia i religii można naprawdę wiele, m.in. zadawać nieuzasadnione cierpienia bezbronnym zwierzętom.Historia Reformowanego Kościoła Katolickiego pokazuje, że z&nb...

Ubój naszych sumień trwa

10 grudnia minie 7 lat od wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który na powrót umożliwił zadawanie zwierzętom przed śmiercią niewyobrażalnych cierpień.


Redaktor naczelny: Paweł Łepkowski | Edytor: Marta Narocka-Harasz  

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Stale współpracują: Zofia Brzezińska, Robert Cheda, Jacek Cieślak, Zuzanna Dąbrowska, Gaja Hajdarowicz, Grzegorz Hajdarowicz, Mariusz Janik, Krzysztof Kowalski, Hubert Kozieł, Marek Kutarba, Tomasz Nowak, Joanna Matusik, Justyna Olszewska, Marcin Piasecki, Paweł Rochowicz.

©
Wróć na górę