Brazylia - wybory prezydenckie 2022

Brazylia przed dramatycznym wyborem

Niedzielne wybory prezydenckie w Brazylii nie zakończyły się niespodzianką. Od wielu dni były prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva prowadził w sondażach. Tak jak oczekiwano – wygrał niedzielne wybory, ale nie zdobył fotela prezydenckiego. Teraz czekają go bardzo trudne 3 tygodnie. Musi do siebie przekonać zwolenników 10 pozostałych kandydatów na prezydenta, którzy odpadli w pierwszej turze. A to, jak się okazuje, wcale nie będzie takie proste, ponieważ wielu postrzega Lulę nie tylko jako radykalnego lewaka, demagoga i populistę w rodzaju Chaveza czy Moralesa, ale przede wszystkim jako zwykłego przestępcę. Elity finansowe kraju ostrzegają, że po jego zwycięstwie Brazylię może czekać scenariusz wenezuelski.

Paweł Łepkowski
Lula da Silva,z Fidelem Castro. Foto: Antônio Milena/ABr, CC BY 3.0 BR, via Wikimedia Commons

Żeby zrozumieć sposób myślenia o świecie Luiza Inacio Luli da Silvy trzeba cofnąć się do lat 2003–2011, kiedy był prezydentem Brazylii z ramienia skrajnie lewicowej Partii Pracujących (port. Partido dos Trabalhadores). Po spotkaniu z premierem Wielkiej Brytanii Gordonem Brownem w 2009 roku Lula pozwolił sobie wygłosić opinię, że ,,To biali, błękitnoocy ludzie są odpowiedzialni za globalny kryzys ekonomiczny... a ubodzy ludzie nie powinni płacić rachunku za kryzys, za który nie są odpowiedzialni". Retoryka, jaką stosuje ten brazylijski polityk, przypomina socjolekt lewicowych populistów z Wenezueli i Boliwii, a czasami nawet bełkot populistyczny Fidela Castro.

Należy uczciwie podkreślić, że w 2003 roku, kiedy da Silva został prezydentem, gospodarka brazylijska nabrała wyraźnego przyspieszenia. W latach 2004–2008 wartość eksportu tego największego kraju Ameryki Południowej wzrosła o prawie 100 proc. – do 118 mld dol. Ówczesna dość restrykcyjna polityka fiskalna prezydenta da Silvy zdusiła inflację i zmniejszyła dług zagraniczny. Po raz pierwszy od czasu II Wojny Światowej Brazylia wygenerowała nadwyżkę budżetową rzędu 5 proc. w skali roku. Ekonomiści z Banku Światowego wieszczyli gospodarce Brazylii wielką przyszłość. Dzięki odkrytym w tym czasie w okolicach Rio de Janeiro olbrzymim złożom ropy naftowej, Brazylia wybiła się na samowystarczalność paliwową co najmniej na jedną dekadę. Późniejsze badania odkrywkowe dowiodły, że podobnych pokładów roponośnych jest na obszarze Brazylii wiele. Sprawą zainteresowały się od razu Chiny, które zadeklarowały przekazanie Brazylii 10 mld dolarów na dalsze poszukiwania złóż tej płynnej skamieliny.

Brazylia pod rządami prezydenta da Silvy przeżywała zatem niespotykany w tym regionie świata boom gospodarczy. W tym czasie w Brazylii swoje zakłady produkcyjne otwierały takie giganty gospodarcze jak : Toyota, KIA, Peugeot, Ford, Pilkington, Monsanto, Ericsson, General Motors, Fuji, Alstom.

Świadectwem dynamicznego rozwoju gospodarki brazylijskiej był fakt, że w latach 2003–2008 Brazylia po raz pierwszy stała się inwestorem na rozwiniętych rynkach zagranicznych. Co prawda zaledwie z kwotą 12,5 mld dolarów, co jest niewielką inwestycją w porównaniu z wielkością gospodarki brazylijskiej, ale to wyznaczało zmianę w sposobie myślenia globalnego Brazylijczyków.

Paradoksalnie zatem ojcem wielkich sukcesów gospodarki brazylijskiej został człowiek o bardzo komunistycznej proweniencji.

Luiz Inacio Lula da Silva jest często nazywany ,,latynoskim Wałęsą”, choć jego poglądy nie są wcale antylewicowe. Wręcz przeciwnie, już w latach 70-tych jako przywódca ruchu związkowego i przewodniczący lewicowego skrzydła Partii Pracujących, Lula da Silva wychwalał ustrój kubański i Fidela Castro. Jeszcze w grudniu 2001 w Hawanie podczas zjazdu Forum Młodych Lula da Silva wołał: – ,,Fidel, twoje oblicze pokrywają zmarszczki, ale dusza twoja jest czysta, ponieważ nigdy nie zdradziłeś ludu pracującego! Dzięki, że żyjesz i dajesz nam przykład!". Kiedy 27 października 2002 roku Lula da Silva pokonał w wyborach prezydenckich socjaldemokratę Jose Serrę, prawicowa prasa latynoska wieszczyła upadek gospodarki brazylijskiej, a Silvę porównywała do chilijskiego prezydenta Salvadora Allende. Uroczystość zaprzysiężenia Luli da Silvy na prezydenta Brazylii przypominała pochód pierwszomajowy w krajach Układu Warszawskiego. Miliony mieszkańców dzielnic nędzy wyszło na ulice z czerwonymi sztandarami, żeby dać upust radości z wyboru da Silvy na prezydenta. Wśród oficjalnych gości na inauguracji prezydenckiej byli między innymi Fidel Castro, prezydent Wenezueli Hugo Chávez. Nie zabrakło też ubranej na czerwono ,,niewolnicy Isaury”, czyli aktorki Lucélii Santos.

Wszystko wskazywało, że Brazylia zatopi się w odmętach socjalistycznej utopii. Tymczasem nowy prezydent przeprowadził jedne z najbardziej radykalnych i liberalnych reform gospodarczych kraju. Bezrobocie spadło do 13 proc. co jak na Brazylię było wówczas wielkim sukcesem, a jakość życia zdecydowanie wzrosła.

Nadal istnieją niespotykane w świecie zachodnim podziały cywilizacyjne. Przykładem może być rozpoczęta w 2008 roku budowa 11 kilometrowego muru o wartości 18 mln dolarów, który miał oddzielić rozrastające się w szybkim tempie slumsy od lasu i krajobrazowych wzgórz Rio de Janeiro. Jednak prezydentura da Silvy wyraźnie zmieniła krajobraz gospodarczy Brazylii. Kiedy w 2011 roku opuszczał Palácio do Planalto cieszył się poparciem 80 % wyborców. Zapewne ponownie spróbowałby swoich sił w walce o najwyższy urząd w państwie w 2018 roku, ale w 2014 roku zaczęły na jaw wychodzić niepokojące informacje o olbrzymiej korupcji w czasach jego administracji. Prokuratura generalna złożyła w sądzie oskarżenia wobec kilkudziesięciu najwyższych urzędników państwowych i przedstawicieli wielkiego biznesu. 80 osób usłyszało wyroki wielu lat więzienia. Wreszcie tlący się lont doprowadził do samego Luiza Inacio Luli da Silvy. To była wielka eksplozja polityczna, która mało nie wysadziła w powietrze całej brazylijskiej elity. Wiele wskazywało, że były prezydent był mocno umoczony w poważne zależności korupcyjne. Śledczy udowodnili mu przyjęcie łapówek wartych 1,2 mln dol. Mit uczciwego związkowca i skromnego człowieka z ludu pracującego rozsypał się w jednej chwili. Brazylijska lewica przeżyła trzęsienie ziemi.  12 lipca 2017 r. da Silva został nieprawomocnie skazany za korupcję na 9,5 roku więzienia. Rok później sąd drugiej instancji nie tylko podtrzymał wyrok skazujący, ale wobec nowego materiału dowodowego zwiększył karę dla byłej głowy państwa  do 12 lat i 1 miesiąca pozbawienia wolności.

8 kwietnia tego samego roku da Silva rozpoczął odsiadywanie wyroku w więzieniu w Kurytybie. Luiz Inacio Lula da Silva nadal powinien być w więzieniu, jednak 8 listopada 2019 roku wrócił na wolność po roku odsiadki, kiedy Sąd Najwyższy Brazylii orzekł, że skierowanie skazanego do więzienia przed wyczerpaniem wszystkich możliwości odwoławczych są niezgodne z Konstytucją. Da Silva ma więc na swój sposób status więźnia (przestępcy) z zawieszonym wyrokiem. Nie siedzi jednak w więzieniu, ponieważ 8 marca 2021 roku sędzia Sądu Najwyższego Edson Fachin unieważnił jego wyroki skazujące. Dlaczego sędzia Sądu najwyższego to zrobił? Nie dlatego, że da Silva był niewinny, ale dlatego, że sędzia uznał, że wydział sądu w Kurytybie nie powinien był w ogóle prowadzić sprawy byłego prezydenta. Tak więc to nie brak winy spowodował, że były prezydent jest na wolności, ale niejasne procedury sądowe.

Zdumiewa, że człowiek któremu udowodniono tak poważne łapówkarstwo nadal ubiega się o najwyższy urząd w państwie i to po polityku tak zasłużonym, który uczynił Brazylię światowym supermocarstwem gospodarczym. Dzięki reformom wolnorynkowym prezydenta Jaira Messiasa Bolsonaro gospodarka Brazylii jest jednym z najbardziej obiecujących rynków na świecie. Ma wszelki potencjał żeby stać się na trwałe liderem gospodarczym Ameryki Łacińskiej. Pod warunkiem jednak, że rząd tego kraju będzie nadal konsekwentnie zwalczał korupcję, bałagan administracyjny i zagmatwane przepisy. Czy takie zadanie można powierzyć człowiekowi, który przyjął 1,2 mln dolarów łapówki? Zwycięstwo Luli da Silvy może oznaczać odrzucenie prorynkowego kursu gospodarczego i gwałtowną zapaść gospodarczą Brazylii na lata.


Przeczytaj też:

Brazylia – kraj przyszłości

7 września 1822 r., 199 lat temu, portugalski następca tronu książę Pedro de Alcântara de Bragança e Bourbon, najstarszy syn króla Jana VI i Karoliny Joachimy Bourbon, odmówił powrotu do Portugalii i proklamował niepodległość Brazylii.

Wojna widziana z Brazylii

Tygodnie mijają, a to jednak nie sen i nie serial na Netflixie ani żadna wymyślona historia. To się dzieje naprawdę. To się dzieje obok mojego kraju, na terenach, gdzie kiedyś byliśmy razem.


Redaktor naczelny: Paweł Łepkowski | Edytor: Marta Narocka-Harasz  

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Stale współpracują: Zofia Brzezińska, Robert Cheda, Jacek Cieślak, Zuzanna Dąbrowska, Gaja Hajdarowicz, Grzegorz Hajdarowicz, Mariusz Janik, Krzysztof Kowalski, Hubert Kozieł, Marek Kutarba, Jakub „Gessler” Nowak, Tomasz Nowak, Joanna Matusik, Justyna Olszewska, Marcin Piasecki, Paweł Rochowicz.

©
Wróć na górę