Z historii II wojny światowej

Swastyki na choince

W rocznym cyklu nazistowskich świąt i rytuałów Boże Narodzenie było okazją dla hitlerowskich przywódców, aby okazać nieco bardziej humanitarne oblicze. Służyć temu miały gigantyczne imprezy świąteczne organizowane w domach kultury, pałacach sportu czy w domach towarowych.

Paweł Łepkowski
Foto sputputs/foter.com, Matthias Böckel /Pixabay

Na tle olbrzymich choinek Goebbels lub Goering jako najbardziej popularni ministrowie rozdawali dzieciom z rodzin robotniczych lub rolniczych paczki słodyczy i naprawdę piękne zabawki. Do dzisiaj zachowała się przedwojenna kronika filmowa ukazująca zabawę świąteczną z „dobrym wujkiem Goeringiem” w jednym z domów towarowych Berlina, który poucza dzieci, że od tej pory powinny w każde Boże Narodzenie pamiętać przede wszystkim o ich ukochanym wodzu Adolfie Hitlerze.

Kalendarz nazistów

Boże Narodzenie zamykało całoroczny cykl świąt narodowo-socjalistycznych. W swojej tradycyjnej oprawie nie pasowało jednak do pozostałych wydarzeń w kalendarzu nazistowskim. Mimo prób wprowadzania nazwy „święto przesilenia zimowego” czy „sezonu pomocy zimowej” Niemcy konsekwentnie pielęgnowali chrześcijański charakter tego święta. Jeżeli więc nazistom nie udało się wykorzenić wielowiekowych tradycji obchodzonych w ten jeden dzień w roku, to próbowali go z nawiązką wyrównać przez pozostałe 12 miesięcy. Sekwencję nowych neopogańskich świąt narzuconych narodowi niemieckiemu przez narodowy socjalizm otwierał 30 stycznia – Dzień Przejęcia Władzy. Była to coroczna okazja do przemarszów po ulicach największych niemieckich miast korowodów SA-manów niosących w dłoniach zapalone pochodnie.

Do najważniejszych świąt reżymu należały także: wrześniowy zlot partyjny w Norymberdze oraz 24 lutego – święto założenia NSDAP. Prawdziwa histeria przypadała na 16 marca – Dzień Pamięci Bohaterów, państwowe święto na cześć poległych puczystów monachijskich, przemianowane ostatecznie na Dzień Suwerenności Narodowej. Tego dnia zakazana była jakakolwiek rozrywka, a kto złamał rozkaz, mógł trafić do obozu koncentracyjnego.

Przeciwieństwem żałobnego nastroju Dnia Pamięci Narodowej było najważniejsze wydarzenie w kalendarzu Trzeciej Rzeszy – obchodzone 20 kwietnia urodziny Hitlera. Ich nadejście zwiastowały wszechobecne flagi nazistowskie i portrety wodza. Każdy sklep, każda szkoła, fasady prywatnych domów oraz restauracje były udekorowane ołtarzykami na cześć dyktatora.

Późnym wieczorem tego dnia wódz przybywał na Koenigsplatz w Monachium, aby w mistycznej atmosferze teatralnej, na tle pięknych budowli miasta, przy światłach zapalonych pochodni i reflektorów kroniki filmowej, przy dźwiękach werbli i łopotaniu tysięcy sztandarów namaścić swoim pozdrowieniem uczniów partyjnej szkoły wodzów. Ideologowie narodowego socjalizmu mieli nadzieję, że właśnie 20 kwietnia traktowany jako dzień narodzin „Mesjasza Niemiec” i zastąpi „trącające żydowską tradycją” Boże Narodzenie.

Świętem zamykającym neopogański kalendarz nazistów miał być 9 listopada. Tego dnia weterani puczu monachijskiego z powagą maszerowali przez ulice bawarskiej stolicy, aby ostatecznie dotrzeć przed Feldherrnhalle – miejsce spoczynku kilku zastrzelonych puczystów. Znany brytyjski historyk Richard Grünberg nazwał te obchody „bombastyczną wersją Drogi Krzyżowej, (...) [gdzie] Kalwaria i Zmartwychwstanie łączyły się w jedno ponure i wstrząsające widowisko”.

Problem ze Zbawicielem

Zarówno Boże Narodzenie, jak i Wielkanoc wymykały się poza narzuconą narodowi niemieckiemu nową obyczajowość narodowego socjalizmu. Dla głównych ideologów hitlerowskich te dwa najważniejsze święta chrześcijańskie stanowiły bolączkę przez cały czas istnienia Trzeciej Rzeszy. Jak bowiem mieli zinterpretować kult żydowskiego Mesjasza zapowiedzianego przez żydowskich proroków?

Dodatkowym zmartwieniem nazistów był historyczny podział Rzeszy na kraje tradycyjnie katolickie, do których należały głównie Bawaria, Austria i Nadrenia, oraz obszary zdominowane przez protestantów, z Prusami na czele. Katolicy dawnego imperium Hohenzollernów stanowili obecnie około jednej trzeciej ludności „nowych Niemiec”.

Zarówno dla praktykujących protestantów, jak i katolików quasimesjaniczna natura ideologii nazistowskiej dotykała sprawy najistotniejszej – interpretacji boskiej i ludzkiej natury Jezusa.

Mimo że sam Hitler, jak wielu innych przywódców, wywodził się z rodzin o tradycjach katolickich, to jednak kościoły protestanckie jawiły im się jako środowisko bardziej podatne na narodowy i antysemicki charakter ustroju oferowany przez NSDAP. Kościół katolicki, podlegający ponadnarodowemu kierownictwu papieża i biskupów, zawsze uniwersalny w swoim nauczaniu, stanowił bezpośrednie zagrożenie dla hitleryzmu.

Ale sam Hitler okazał się pragmatykiem w relacji z Kościołem katolickim, którego strukturę hierarchiczną uważał zresztą za wzorcowy przykład funkcjonowania władzy. Dlatego jako kanclerz wyraził zgodę na podpisanie konkordatu i ustanowienie siedmiu świąt kościelnych dniami wolnymi od pracy. Dodatkowo w 1933 r. nakazał, aby funkcjonariusze partyjni, którzy porzucili praktykę religijną, teraz do niej wracali. Na efekty tej polityki nie trzeba było długo czekać. Hierarchia kościelna zaczęła wyrażać się z szacunkiem o nowej władzy. Rzymskokatolicki biskup Burger stwierdził publicznie, że „obecne cele rządu Rzeszy są już od dawna celami Kościoła katolickiego”.

Pewien katolicki teolog z Tybingi napisał w jednej z lokalnych gazet katolickich: „I oto staje przed nami on [Hitler], którego wieściły głosy naszych poetów i mędrców, wyzwoliciel niemieckiego geniuszu, który zdjął zaćmę z naszych oczu i nauczył nas widzieć sprawy polityczne oraz wizję, którą musimy na nowo ukochać – naszą jedność krwi, naszą niemiecką jaźń, Homo germanicus”.

Jeszcze dalej w kulcie wodza szli protestanci, których niechlubną reprezentację w Trzeciej Rzeszy stanowili pastor Hossenfelder, dr Kraus i kapelan pułkowy Ludwig Muller, nagrodzony za swoje oddanie nazizmowi tytułem państwowym „biskupa Rzeszy”. Teolog protestancki dr Kraus wzywał do oczyszczenia ewangelii ze wszystkich elementów „nieniemieckich”, do których zaliczył m.in. listy „czołowego żydowskiego propagatora żydowskiej wersji chrześcijaństwa” świętego Pawła z Tarsu; określał go „jako kozła ofiarnego i nędznego teologa, rabbiego Pawła”.

Dla tych ludzi, którzy starali się zbudować podwaliny proreżimowego Kościoła Narodowego, postać samego Zbawiciela Jezusa Chrystusa stawała się coraz bardziej niewygodna. Opis jego narodzin stanowił podwójny problem – z jednej bowiem strony ukazywał okrucieństwo żydowskiego króla Heroda, z drugiej gloryfikował przyjście na świat „króla Izraela”. Wyrazem stanowiska NSDAP w kwestii kultu Chrystusa i świąt chrześcijańskich była dopiero pseudofilozoficzna broszura autorstwa głównego ideologa NSDAP Alfreda Rosenberga pt. ,,Mit dwudziestego wieku”. Rosenberg nie patyczkował się z chrześcijaństwem w żadnej formie. Jego antychrześcijańska zajadłość przejawiała się w takich słowach, że nawet fanatycznie oddani Hitlerowi duchowni z Glaubensbewegung Deutscher Christen uznali je oficjalnie za szokujące i godne potępienia.

W Trzeciej Rzeszy nic jednak nie działo się bez akceptacji wodza. Broszura Rosenberga oznaczała jedno – wcześniej czy później naziści rozliczą się z chrześcijaństwem. Prawdopodobnie miało to nastąpić dopiero po „ostatecznym zwycięstwie”. Gdyby Niemcy wygrały wojnę, pierwszą zmianą byłoby zapewne wprowadzenie zakazu obchodów wszelkich świąt chrześcijańskich, z Bożym Narodzeniem na czele.

SS-mani pod choinkę

Narodowi socjaliści robili wszystko, by umniejszyć chrześcijański charakter świąt Bożego Narodzenia. Tak bardzo popularne w niemieckich miastach szopki zastąpiły w Trzeciej Rzeszy ołtarzyki ze swastykami i portretami Hitlera. Wszelkie próby przedstawień dzieciątka Jezus jako „żydowskiego króla” były zakazane. Ozdoby świąteczne miały mieć ściśle narodowy charakter. Jedynie na głębokiej prowincji, gdzie ideologia NSDAP docierała bardzo powoli, zachowano tradycyjnie lokalny charakter Bożego Narodzenia. W niemieckich miastach nawet tradycyjne ciasteczka wypiekane w wieczór wigilijny miały kształt swastyki. Narodowo-socjalistyczni przywódcy zalecali, aby dziewczynkom dawać pod choinkę lalki i wózki w celu przygotowania ich do roli matki. Najpopularniejszym prezentem dla chłopców był ołowiany szwadron SS, dumnie kroczący krokiem defiladowym. W połowie grudnia w niemieckich sklepach następował wysyp zabawek militarnych dla chłopców. Od blaszanych bębenków po blaszane czołgi.

Dopiero w 1941 r. imprezy organizowane dla dzieci zastąpiła zbiórka zimowej pomocy dla żołnierzy. Teraz Goebbels, Goering, Rosenberg i inni prominenci Rzeszy zamiast rozdawać prezenty dzieciom robotników przyjmowali ze słodkim uśmiechem na twarzy ofiarowane przymusowo przez Niemców buty, ubrania czy koce dla wojska. Większość z tych rzeczy nie stanowiła żadnej wartości z punktu widzenia potrzeb żołnierzy zamarzających na froncie wschodnim. Duża część co lepszej garderoby trafiała do szaf pań z otoczenia lokalnej kadry przywódczej.

W 2009 r. Centrum Dokumentacji Narodowego Socjalizmu w Kolonii zorganizowało wystawę na temat obchodów Bożego Narodzenia w Trzeciej Rzeszy. Zwiedzający mogli zobaczyć blachy do wypieku ciasta w kształcie swastyki, papier do prezentów z wzorkami w runa SS czy ozdoby choinkowe w kształcie amunicji. Goście wystawy byli zdumieni, jak wiele zmian poczynionych przez hitlerowców zachowało się do dzisiaj. Jedna z kobiet po raz pierwszy w życiu ze zdumieniem dowiedziała się, że przed dojściem Hitlera do władzy w kolędzie „Es ist für uns eine Zeit angekommen” (Dla nas nadszedł ten czas) była zwrotka o przyjściu na świat Chrystusa. A przecież pod czujnym okiem Alfreda Rosenberga zmian dokonano niemal we wszystkich kolędach niemieckich i, co ciekawsze, w tej okrojonej formie obowiązują one często do dzisiaj.

W prasie partyjnej Boże Narodzenie otrzymało nazwę święta przesilenia zimowego, a centralną postać Jezusa zastąpił silnie zsekularyzowany niemiecki św. Mikołaj, wzorowany na amerykańskim Santa Clausie – opasłym, niestroniącym od trunków i tytoniu fajkowego sędziwym żonkosiu z bieguna północnego. Jego towarzyszką była Frau Berta, stylizowana w Trzeciej Rzeszy na kobietę o karykaturalnie zniekształconej semickiej urodzie z charakterystycznym wielkim nosem i wielkich brzydkich stopach, wchodzącą w noc wigilijną przez komin do domu i zakradającą się do pokoi niegrzecznych dzieci.

Warto zadać pytanie, jak wiele zmian dokonanych przez nazistów w niemieckiej tradycji Bożego Narodzenia obowiązuje do dzisiaj. Także we współczesnym, poprawnym politycznie świecie zachodnim umniejsza się religijny charakter Bożego Narodzenia, zastępując go neutralną światopoglądowo nazwą Gwiazdka czy Festiwal Zimowy. Nowy porządek powojenny uczynił wszystko, aby Boże Narodzenie napędzało koniunkturę gospodarczą. Znienawidzone przez fanatycznych nazistów święto chrześcijańskie stało się świętem komercyjnym.


Przeczytaj też:

Hitler i Stalin. Fatalne zauroczenie

22 czerwca 1941 r. rozpoczęła się realizacja planu Barbarossa. Radziecka historiografia ukazywała państwo stalinowskie jako niewinną ofiarę niemieckiej napaści, a Hitlera jako szaleńca, który bezmyślnie rozpoczął wojnę na dwa fronty. Dziś możemy przypuszczać, że był to obraz całkowicie fałszywy.

Boże Narodzenie lub Dzień Słońca Niezwyciężonego

Narodziny tego święta są równie burzliwe jak dzieje chrześcijaństwa, a w samych obchodach tradycje pogańskie odbijają się wyjątkowo wyraźnie.

Czas godów radosny

Pierwsi chrześcijanie nie przywiązywali wagi do miejsca i czasu narodzin Jezusa Chrystusa. Dla nich najważniejszym wydarzeniem było odkupienie świata przez śmierć i zmartwychwstanie Zbawiciela. Pierwsze obchody Bożego Narodzenia miały miejsce dopiero 300 lat po jego ziemskiej wędrówce.

Halloween to dobry interes i zabawa

Co zrobiłaby gospodarka amerykańska bez takich dni, jak Halloween? Prawdopodobnie rozwijałaby się w znacznie wolniejszym tempie. Wystarczy bowiem spojrzeć na statystyki, aby przekonać się, jak ważną rolę dla biznesu odgrywają różnego rodzaju rocznice czy święta.Sama tylko sprzedaż prezentów walen...


Redaktor naczelny: Paweł Łepkowski | Edytor: Marta Narocka-Harasz  

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Stale współpracują: Zofia Brzezińska, Robert Cheda, Jacek Cieślak, Zuzanna Dąbrowska, Gaja Hajdarowicz, Grzegorz Hajdarowicz, Mariusz Janik, Krzysztof Kowalski, Hubert Kozieł, Marek Kutarba, Tomasz Nowak, Joanna Matusik, Justyna Olszewska, Marcin Piasecki, Paweł Rochowicz.

©
Wróć na górę