Sądownictwo

Sędziowie pokoju – relikt przeszłości?

W marcu przez środowiska prawnicze przetoczyła się dyskusja o zasadności powrotu do uśpionej od dziesięcioleci instytucji sędziego pokoju. Czy spełniłaby ona pokładane w niej nadzieje?

Zofia Brzezińska
Foto: filins/Adobe stock

   Jeszcze kilka lat temu nikt poważnie nie rozważałby wprowadzenia do polskiego systemu reliktu z zamierzchłej przeszłości. Obraz, jaki obecnie przedstawia jednak przytłoczony nadmiarem spraw oraz skutkami pandemii wymiar sprawiedliwości, każe zweryfikować te przekonania i zadać sobie pytanie – czy rzeczywiście powrót sędziów pokoju, funkcjonujących przez całe XIX-ste i prawie połowę XX-tego stulecia to rzeczywiście aż tak absurdalny pomysł?

   Instytucję wprowadziły i uregulowały konstytucja Księstwa Warszawskiego (1807r.) oraz dekret króla Fryderyka Augusta (1810r.). Sąd pokoju składał się z wydziałów: pojednawczego, spornego oraz policyjnego, który był także nazywany sądem policji prostej. W zakresie prawa cywilnego rozstrzygał sprawy pojednawcze lub gdy wartość sporu wynosiła od 30 do 160 zł, zaś w sprawach karnych do wysokości grzywny 30 zł lub trzech tygodni aresztu. Do jego kompetencji należały też sprawy o pobicia i obelgi. Apelacje od postanowień sądu pokoju wnoszono do trybunałów cywilnych lub sądów policji poprawczej (sprawy kryminalne). Taka struktura działała do 1876 r., w którym wprowadzono sądy pokoju oparte na modelu rosyjskim.

   W okresie międzywojennym kariera sądów pokojowych rozkwitała. Ich prawomocność potwierdziła konstytucja marcowa z 1921r. Od 1927r. sędzia pokoju orzekał jednoosobowo. Wymagania, które musiał spełnić kandydat, doprecyzowało dopiero rozporządzenie prezydenta RP ‘’Prawo o ustroju sądów powszechnych’’ z 1928r. Sędzia pokoju pochodził z wyboru mieszkańców danego okręgu sądowego i obejmował funkcję na 5-letnią kadencję. Kandydat musiał mieć skończone 30 lat, władać językiem polskim w mowie i piśmie, mieć wykształcenie przynajmniej średnie oraz cieszyć się pełnią praw obywatelskich i nieskazitelną opinią. Wykluczeni byli parlamentarzyści, urzędnicy, wojskowi w służbie czynnej, duchowni, adwokaci i notariusze. Zgodnie z rozporządzeniem, sędziemu pokoju nie przysługiwało wynagrodzenie, a jedynie rekompensata za ‘’oderwanie od zwykłych zajęć’’.

  Instytucja, podtrzymana również konstytucją kwietniową z 1935r., została zniesiona dopiero ustawą w 1938r. W czasach powojennych nie powracano już do tej koncepcji, aż do XXI wieku. Czy zatem projekt Ministerstwa Sprawiedliwości, którego wprowadzenie w życie wymagałoby uruchomienia skomplikowanej procedury zmiany konstytucji (konkretnie art.175 ust.3) ma współcześnie jakąkolwiek rację bytu?

 Główną intencją projektodawcy jest niewątpliwie odciążenie sądów powszechnych, przytłoczonych nadmiarem spraw. Tak jak wiele lat temu, sędziowie pokoju zajęliby się sprawami o niskiej wartości przedmiotu sporu i zagrożonymi stosunkowo niskimi karami. Aby jednak mogli oni w ten sposób działać, konieczne byłoby wprowadzenie nowej, jak najbardziej uproszczonej procedury, zrozumiałej dla osób nie mających wykształcenia prawniczego. Kontrowersję budzi także, ze względu na relatywnie niską świadomość prawną społeczeństwa, pomysł wybierania sędziów pokoju przez lokalne społeczności. Pojawiają się obawy, że działalność takich sędziów zakłóciłaby rzeczywisty obraz wymiaru sprawiedliwości i jeszcze bardziej powiększyła istniejącą między nim a społeczeństwem przepaść. A przecież u podstaw samej idei sędziów pokoju, leży dążenie ustawodawcy do kultywowania demokratycznego prawa każdego obywatela do aktywnego uczestnictwa w procesie sprawowania władzy.

  Czy brak prawniczego wykształcenia sędziego pokoju nie przyczyniłby się w pewnym momencie do deprecjacji tej instytucji? Ma to kolosalne znaczenie nie tylko dla stron rozstrzyganej sprawy oraz społeczności, ale przede wszystkim dla samego zainteresowanego. Zrównoważona ocena stanu faktycznego i interpretacja prawa, nawet w kwestiach mniej istotnych, wymagają chociaż podstawowej znajomości zasad prawa. W przeszłości receptę na ten problem stanowił towarzyszący sędziemu fachowy pomocnik (podsędek, sekretarz sądowy lub asystent). Istnieje jednak przypuszczenie, że w przypadku zbyt częstych i silnych wpływów wspomnianych pomocników, urząd sędziego pokoju stałby się iluzoryczny, a zatem idea projektu rozminęłaby się z rzeczywistością. Jedynym, długofalowym skutecznym rozwiązaniem byłoby więc wprowadzenie bezwzględnego wymogu posiadania wykształcenia prawniczego przez sędziego pokoju.

  Projekt MS nie przewiduje jednak zmian w tej kwestii. Czytając wydany w tej sprawie komunikat prasowy MS z 18 marca 2021r., można odnieść wrażenie, że jest to w zasadzie kalka urzędu sprzed wojny. Kadencja również wynosiłaby 5 lat, a dopuszczalna wartość przedmiotu sporu oddanego pod taką jurysdykcję nie przekraczałaby 10 tys. zł. Jeśli chodzi o sprawy karne, to podlegałyby jej te z gatunku ‘’lżejszych’’, np.  akty wandalizmu oraz kradzieży bez elementu włamania. Kryterium wieku to 30-75 lat, które to projektodawca ocenia jako ‘’pozwalające przypuszczać o posiadaniu doświadczenia życiowego’’. Nie dziwi zatem fakt, że niektórzy – zwłaszcza charakterystyczne dla małych społeczności wiejskich osoby starsze - z powątpiewaniem patrzą na doświadczenie życiowe 30-latka. Biorąc jednak pod uwagę, że określenie ‘’doświadczenie życiowe’’ jest wręcz podręcznikowym przykładem dającej szeroką swobodę interpretacyjną klauzuli generalnej, oraz indywidualną drogę życiową każdego człowieka ta sprawa pozostaje nierozstrzygalna.

Jedynym rozwiązaniem byłoby podwyższenie dolnej granicy do np. 40 lat. Orzeczenia sędziów pokoju będą  zaskarżalne do sądów rejonowych.

   Argumentem przemawiającym za aktywowaniem instytucji sędziego pokoju może być też fakt, że jako taka funkcjonuje już ona w niektórych współczesnych państwach europejskich  i USA. Państwa te (Belgia, Wielka Brytania, Szwajcaria i Stany Zjednoczone) powszechnie postrzegane jako szczycące się jednym z najwyższych wskaźników rozwoju cywilizacyjnego, stanowić mogą wzorzec, z którym trudno jest polemizować. Czy zatem Polska pójdzie w ich ślady? Należy pamiętać, że instytucje sędziego pokoju działające w tych państwach są skonstruowane na ‘’nowych’’, odpowiadających współczesnym wyzwaniom prawa zasadach. Wydaje się, że oparty na regułach starego systemu urząd, który może dobrze sprawował się w społeczności ujednoliconej, żyjącej zgodnie z jednym wzorcem moralności wynikającym z mentalności społeczeństwa II RP, teraz nie odnajdzie się w nowym świecie. Energię i czas, jakie ustawodawca musiałby włożyć w nowelizowanie tego projektu (np. wspomniane już wprowadzenie obowiązku posiadania wykształcenia prawniczego lub zmiana kryterium wiekowego), można by lepiej zainwestować w poprawę jakości funkcjonowania już istniejących sądów i wygaszanie toczących je politycznych sporów. Nikt nie twierdzi przecież, że sytuacja polskiego sądownictwa jest stabilna i pozbawiona poważnych problemów. Receptą na nią nie jest jednak archaiczny urząd sędziego pokoju.


Przeczytaj też:

Mediatorzy na scenę

Czy mediatorzy wyciągną sędziów z zawodowych zaległości i nawału pracy, wywołanych pandemicznym zamieszaniem?


Redaktor naczelny: Paweł Łepkowski | Edytor: Marta Narocka-Harasz  

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Stale współpracują: Zofia Brzezińska, Robert Cheda, Jacek Cieślak, Zuzanna Dąbrowska, Gaja Hajdarowicz, Grzegorz Hajdarowicz, Mariusz Janik, Krzysztof Kowalski, Hubert Kozieł, Marek Kutarba, Tomasz Nowak, Joanna Matusik, Justyna Olszewska, Marcin Piasecki, Paweł Rochowicz.

©
Wróć na górę