Watykan

Samotnik na szczycie Kościoła

Na Boże Narodzenie niemal instynktownie kierujemy swoje oczy na Watykan. Wszak Kościół katolicki jest depozytariuszem symbolicznej daty urodzenia pańskiego. Tymczasem krótko przed Bożym Narodzeniem A.D. 2021 roku głowa Kościoła świętowała swoje 85 urodziny.

prof. Arkadiusz Stempin
Foto: Foto: Maxironwas | Dreamstime.com, Богдан Шевцов/Pixabay
W tym wieku poprzednik, papież Benedykt XVI, przeszedł na emeryturę i schronił się w ciszy watykańskiego klasztoru. Jan Paweł II, okrzyknięty maratończykiem Boga, już nie żył. Wprawdzie urzędujący papież z Argentyny w lecie przeszedł operację okrężnicy, co dało asumpt do kolportowania pogłosek o abdykacji. Nie tylko wyssanych z palca, ale wspierających się na okoliczności, iż Franciszek żyje tylko jednym płucem, ma problemy z chodzeniem i utyka na jedną nogę. Centrala Kościoła nie może sobie pozwolić na malowanego zwierzchnika, skoro same tylko kreacje biskupie – przy 4 tysiącach posad biskupich  – wymagają niemal co tydzień podpisywania nowych nominacji. A establishment światowy w zglobalizowanym świecie i pod stałym obstrzałem mediów pracuje raczej na zwiększonych niż zmniejszonych obrotach. Latem w Watykanie poważnie zastanawiano się nad tym, co począć i jak uregulować kwestię następstwa, jeśli głowa Kościoła po operacji zapadnie w śpiączkę.

Ale papież uciął spekulacje, wrócił do formy i planuje na przyszły rok podróż do Konga, gdzie kwitnie przemoc i panoszy się bieda. Czyli tam, gdzie najbardziej czuje sens swojej posługi – w szpitalu polowym ludzkości i z dala od majestatycznej Kurii Rzymskiej. Niedawno wrócił z ponownej wizyty na Lampeduzie, włoskiej wyspie, na którą trafiają uchodźcy z Afryki subsaharyjskiej, o ile na lichych pontonach nie utopią się na Morzu Śródziemnym. „Ubogi Kościół ubogich ludzi”, brzmi motto pontyfikatu papieża, który jak własną kieszeń zna slumsy z Buenos Aires. Bezpośrednie wsparcie dla pokrzywdzonych przez los ludzi wyniósł do osi swojej posługi. Dlatego dzwoni do burmistrza małego miasteczka, wstrząśniętego rozmiarami pandemii, czy pociesza strapionego ojca, który jako homoseksualista nie czuje się swojo we własnej parafii. Dlatego też przed 8 laty, po elekcji, nie zamieszkał w renesansowych apartamentach papieskich, tylko w 3-pokojowym mieszkanku w Domu św. Marty, paskudnym architektonicznie hoteliku watykańskim, wybudowanym w stylu lat 1970. Dlatego też zabrał się za sprzątanie stajni Augiasza, obrosłej w splendory i władzę Kurii rzymskiej. Nie minęły dwa lata od objęcia rządów, a zdiagnozował Kurii 15 przypadłości, od hipokryzji zaczynając, przez pęd do karierowiczostwa, na mnożeniu zasobności portfela i konta bankowego kończąc. W Domu św. Marty otoczył się grupą doradców, która utworzyła równoległy do Kurii Rzymskiej papieski rząd. Bo istotnie, papież pontyfikat rozpoczął z impetem. Pozbawił kurialnych kardynałów i arcybiskupów prawa do zakupu cygar, wysokogatunkowych win i talonów na benzynę po supertanich cenach. Sam dawał dobry przykład. W watykańskiej stołówce stawał podczas przerwy obiadowej do kolejki i jak każdy śmiertelnik przesuwał tackę z talerzem z makaronem. Dwa razy w tygodniu z rybą, plus warzywa z ekologicznej uprawy rodem z ogrodów watykańskich. Osuszył bagno banku watykańskiego, który zarówno mafii służył za pralnię brudnych pieniędzy z handlu bronią i narkotykami, jak i kurialistom za źródło ich podejrzanych dochodów. Ale niedawno ponownie wstrząsnęła mini-państwem afera, w której wicepremier Watykanu kardynał Becciu utopił w nietrafionej inwestycji w Londynie grube miliony euro. Z pieniędzy pochodzących ze świętopietrza. A skandale z molestowaniem nieletnich przez duchownych zdają się nie mieć końca. Zmagania papieża z Kurią przypominają walkę z wiatrakami. „Samotny wśród wilków”, brzmi najbardziej trafny tytuł biografii rzymskiego pontyfeksa pióra włoskiego watykanisty Marco Politiego.  

Czy po 8 latach uszło z Franciszka powietrze? Czy przypadkiem nie zaaranżował się z sytuacją, że brakuje mu poparcia w Watykanie dla swoich reform? W Kurii Rzymskiej torpeduje się jego poczynania. Konserwatywni kardynałowie  z USA na czele z eminencją Leo Burke podburzają przeciwko niemu. Podobnie jak biskupi z Afryki. Ostatniego lata, kiedy po operacji papieża krążyły owe pogłoski o abdykacji, nie wszyscy kurialiści marszczyli ze zmartwienia czoła. Sporo z nich sondowało, jak po jego śmierci i fiasku jego pontyfikatu Kościół ponownie skierować w prawą stronę. Recepty z przeszłości mają także i teraz wyciągnąć Kościół, najbardziej ten w Europie, z opresji. Z uwiądu wiary i opustoszałych świątyń i seminariów.  

Margines swobody dla działania papieża jest niewielki. Może odwiedzać slumsy i obozy dla uchodźców, może pocieszać strapionych i ogłaszać piękne zapowiedzi. Za słowami w parze nie idą czyny. Konserwatyści pozbawiają Franciszka realnej władzy, a przy okazji oskarżają, że igra  ze schizmą – groźbą rozłamu w Kościele. Trwają przy wizji Kościoła ze wspaniałą przeszłością, kiedy kościelna hierarchia kształtowała życie publiczne, a przypadki pedofilii duchownych ze zręczną akrybią i mistrzowskim znawstwem chowała pod dywan. Franciszek właśnie w obawie przed schizmą, wprawdzie usunął największych kurialnych konserwatystów, jak niemieckiego kardynała Ludwika Muellera, ale nie zdecydował się na kompletną wymianę wyższych urzędników Kurii. W sprawie awansu kobiet w Kościele nie poczynił za wiele. W administracji państwa watykańskiego nie jest przecież nigdzie zapisane, że wyższe urzędy mają być obsadzone przez kardynałów i arcybiskupów. A mimo to tylko jedna kobieta, Rafaella Petrini, wspięła się na stanowisko sekretarza gubernatoratu watykańskiego, czyli stołek nr 2 w administracji Watykanu, nie centrali Kościoła. Na mieliznach utknęła sama reforma Kurii Rzymskiej. Konserwatywni kardynałowie wyciągnęli najcięższe działa i oskarżali papieża o odstępstwo od wiary. Czyli o herezję.

W knuciu intryg przeciwko Franciszkowi przodował wysoki raną dyplomata abp Carl Maria Vigano, który świetnie się rozumiał z doradcą prezydenta Donalda Trumpa Stevem Bannonem. Obydwaj, ekscelencja Vigano i Bannon, święcie przekonani o dominacji hedonistycznej „cywilizacji śmierci”, ćwiczącej się w aborcji, in vitro i homoseksualizmie. Wśród watykańskich wilków, o których pisze Politi, abp Vigano ujada najgłośniej. Oskarżył papieża o wspieranie kardynała Waszyngtonu McCarricka, pomimo posiadanej wiedzy o homoseksualnych wyczynach amerykańskiego kardynała w przeszłości. I zażądał w świetle jupiterów – rzecz bezprecedensowa – papieskiej dymisji. Franciszek, zaprzeczył oskarżeniom arcybiskupa, jakkolwiek inkryminowanego McCarricka pozbawił godności kardynalskiej i przeniósł do stanu świeckiego. Ewenement w historii Kościoła. Od tej pory Viganò wali w papieża jak w bęben, twierdząc, że „neo-modernizm tyranizuje Kościół katolicki”, ten „od elekcji kardynała Bergoglio jest podtruwany fałszywym nauczaniem”, podczas gdy sam papież „potrzebuje nawrócenia”. Konkluzja Viganò: od sześciu lat mamy heretyka na Piotrowym tronie. Rozsierdza go krytyka papieża wobec nacjonalistów i populistów. Solą w oku abp. Viganò są, a jakże, otwarta postawa papieża wobec emigrantów, wizja globalnego katolicyzmu z centralną kwestią sprawiedliwości społecznej, veto wobec kary śmierci i brak splendoru urzędu papieskiego w jego sprawowaniu. Te czarne buciory zamiast czerwonych mokasynów, na piersi krzyż z żelaza zamiast ze złota. Razem z Bannonem steruje Viganò kampanią na rzecz wzmacniania ruchów populistycznych w Europie i rozsypania się UE na wzór domku z kart – tej uosabiającej wstrętne lewactwo diabelskiej strukturze.

Wspomniany kardynał Leo Burke, który jak na ultratradycjonalistę przystało, paraduje po Rzymie w długiej na 6 metrów purpurowej kapie z jedwabiu, dopatrywał się herezji papieża w planach dopuszczenia do święceń kapłańskich żonatych mężczyzn w specyficznych regionach świata, w których bezżeństwo, jak wśród Indian z Puszczy Amazońskiej, nie występuje ze względu na społeczne upośledzenie mężczyzny. Na obszarze większym kilkukrotnie od terytorium Polski nie doświadczy się więc nieżonatego mężczyzny. Kiedy w październiku 2019 roku z inicjatywy papieża startował w Rzymie synod poświęcony problemom katolików i mieszkańców Puszczy Amazońskiej, żywiono nadzieje, że duszpasterskie potrzeby regionu przeważą nad siłą doktryny. Franciszek w obawie przed buntem konserwatystów z Kurii spuścił jednak z tonu i nie otworzył drzwi przed precedensem.

Papież gryzie ścianę, ale nie kapituluje. Zdaje sobie sprawę, że w 2013 roku wystartował z programem odnowy zmruszałego Kościoła, ale w międzyczasie ten program zastąpił innym: ratowaniem jedności Kościoła. Mimo to podjął jeszcze jedną próbę, ostatnią, po tym, kiedy dwie poprzednie spaliły na panewce: pierwsza, z dopuszczeniem żonatych mężczyzn do kapłaństwa na drodze precedensu, i druga, z poluzowaniem reguł udostępnienia komunii dla osób, które ponownie zawarły związek małżeński.

Tym razem, w 2021 roku, rozpoczął Franciszek tzw. synodalną drogę. Katolicy na całym świecie mają przedstawić swoje troski i żale, przedłożyć je swoim biskupom, a ci na jesieni 2023 roku na specjalnie zwołanym synodzie w Rzymie mają omówić je i im zaradzić. W ten sposób papież zamierza uzyskać wgląd w sytuację Kościoła w XXI wieku i dopasować go do lokalnych potrzeb. Oznacza to, że jeszcze przez dwa lata, przynajmniej do ukończenia 87 roku życia, nie abdykuje. Przez ten czas forsować będzie jeszcze jedno przedsięwzięcie: jego nominacje kardynalskie omijać będą konserwatywnych jastrzębi triumfalistycznego Kościoła pokroju polskiego abp. Jędraszewskiego, a preferować hierarchów o pokrewnej mu wrażliwości i teologicznej orientacji. Przewaga takich elektorów w kolegium kardynalskim, które większością  2/3 wybiera papieża, ma zapewnić elekcję Franciszka II, a nie kardynała sformatowanego jak Burke, Jędraszewski czy Viganò. Gloria in excelsis Deo!


Przeczytaj też:

Boże Narodzenie lub Dzień Słońca Niezwyciężonego

Narodziny tego święta są równie burzliwe jak dzieje chrześcijaństwa, a w samych obchodach tradycje pogańskie odbijają się wyjątkowo wyraźnie.

O mirażu nacjonalizmu i religii

Spalenie w Kaliszu kopii statutu kaliskiego – oryginał nie dotrwał do naszych czasów – to obok powołania broniącej kościołów straży narodowej z szeregów „Bączkiewicz-Jugend” najbardziej flagowy przejaw aliansu religii i nacjonalizmu w Polsce. Przynajmniej na naszych oczach.


Redaktor naczelny: Paweł Łepkowski | Edytor: Marta Narocka-Harasz  

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Stale współpracują: Zofia Brzezińska, Robert Cheda, Jacek Cieślak, Zuzanna Dąbrowska, Gaja Hajdarowicz, Grzegorz Hajdarowicz, Mariusz Janik, Krzysztof Kowalski, Hubert Kozieł, Marek Kutarba, Tomasz Nowak, Joanna Matusik, Justyna Olszewska, Marcin Piasecki, Paweł Rochowicz.

©
Wróć na górę