Opinie

Tu jest Polska i Unia

Na spotkaniu z wyborcami w Otyniu marszałek Sejmu Elżbieta Witek oświadczyła, że Polska nie jest w Unii Europejskiej, a kto się nie zgadza z rządem nie powinien od tego rządu brać żadnych świadczeń. Dwa krótkie zdania i dwie wierutne bzdury.

Paweł Łepkowski
Foto: kittyfly/Adobe stock

Neurotyczne odkrzykiwanie wyborcom, którzy przyszli na wiec wyborczy należy tłumaczyć widocznymi problemami emocjonalnymi pani marszałek. Kiedyś, podczas prowadzenia obrad Sejmu, pani Witek dała popis głupkowatego i histerycznego śmiechu. Kto oglądał to żenujące widowisko, temu było wstyd, że ta kobieta jest drugą osobą w państwie.

Boże chroń Andrzeja Dudę, żeby Witek nigdy go nie musiała zastąpić.

Skąd te głupie, neurotyczne zachowania? Po prostu niektórzy tak mają. Na przykład minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zaczyna w zdenerwowaniu drżeć. Krew napływa mu do twarzy, ciało sztywnieje, włosy na czole zaczynają drżeć, a głos osiąga wysokie tony, których nie powstydziłby się wielki kastrat Farinelli.

Wielki wódz partii rządzącej, wicepremier Jarosław Kaczyński w zdenerwowaniu też próbuje wejść w wysokie rejestry godne barokowych eunuchów, ale z reguły kończy się to na specyficznym pisku przerywanym charakterystycznym mlaskaniem. Każdy mógł to zaobserwować podczas osławionej histerii prezesa PiSu, kiedy z mównicy próbował krzyczeć do opozycji, nazywając ją przestępcami.

Panią Witek, podobnie jak większość wysokich przedstawicieli obecnej władzy, łatwo wytrącić z równowagi. To cenna lekcja, którą warto zapamiętać na spotkania wyborcze. Pani marszałek w ciekawy sposób eksponuje wówczas swoją inteligencję i kulturę. Jej wypowiedź „Tu jest Polska, a nie Unia!” na pewno przejdzie do kanonu złotej myśli politycznej pisowskich elit.

Chciałoby się powiedzieć „ g...o prawda pani marszałek”, ale szkoda na to czasu. Jako osobie, która głosowała w referendum za wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej, wypada mi jedynie popukać się w czoło i liczyć godziny do dnia, kiedy pani Witek zniknie z polskiej sceny politycznej.

Ale nie tylko ta wypowiedź o Unii może irytować. Pani marszałek dodała komentarz o swoich przeciwnikach politycznych: „Jakbym się nie zgadzała z decyzjami rządu, to nigdy od takiego rządu nic bym nie wzięła (...). Jestem ciekawa, czy któryś z nich nie korzysta z emerytury w wieku 60 lub 65 lat, nie bierze 500 plus albo 300 plus, albo z darmowych leków dla seniorów”. No to ja pozwolę sobie zaspokoić ciekawość pani marszałek. Otóż ja biorę wszystkie świadczenia jak wejdzie. Czy muszę to robić? Nie! A dlaczego tak robię? Po pierwsze małe dementi: otóż rząd niczego mi nie daje, a ja tak naprawdę niczego nie biorę. Ledwie odzyskuję ułamek haraczu, który muszę tej władzy oddawać na zaspokajanie jej głupich pomysłów. To ja, podobnie jak kilka milionów moich rodaków, płacę temu państwu potężne podatki, takie jak PIT, VAT czy akcyzę, że wymienię pierwsze z brzegu. Po każdych wygranych wyborach partia pani Witek zwraca sobie z budżetu państwa wydatki na kampanię, która ja i inni obywatele przymusowo zapłaciliśmy temu rządowi. A więc to ja także ufundowałem pani Witek wizytę w Otyniu. Za moją kasę publicznie wygłaszała swoje brednie o Unii Europejskiej. Utrzymuję panią Witek na jej stanowisku, płacę za jej limuzynę, za koszty reprezentacyjne, opłacam jej podróże służbowe, płacę nawet za czas zmarnowany na jej głupawe śmiechy w Sejmie, na wygłaszanie idiotycznych opinii, że Polska nie jest w Unii i za jej dietę poselską, z biurem, kancelarią, ochroną etc. Żeby było jasne dodam, że w ten sposób płaciłem na wszystkich poprzedników pani Witek. I bardzo tego żałuję, bo wolałby te pieniądze rozsądnie zainwestować.

Czy mam prawo brać te całe 500 plus na niepełnoletniego syna? Oczywiście! Inaczej miałbym żal do siebie samego, że zostawiam więcej forsy dla bezproduktywnych pasożytów żerujących na moich podatkach. Płacąc podatki, oczekuję takiej samej jakości wykonywanych usług publicznych jak w sektorze prywatnym. Kiedy wynajmuję pokój w hotelu, oczekuję odpowiedniego poziomu komfortu i grzecznego traktowania. Tego samego wymagam od urzędasa wymachującego mi pieczątką.

Jako sponsor oczekuję od pani Witek et consortes najwyższej jakości pracy. Pani marszałek zarabia blisko 15 tys. złotych miesięcznie. Porównajmy zatem: pobierając 500 plus odbieram z wpłaconych przeze mnie podatków 6000 zł netto rocznie, a w tym czasie pani marszałek bierze z kasy państwa 180 tys. złotych plus masę różnych dodatków reprezentacyjnych. Różnica między mną a nią wygląda tak, że rząd nie daje mi nic, jak tylko ochłap z tego co już zapłaciłem. Tak więc to ja sobie wypłacam 500 złotych miesięcznie bez żadnej łaski pana premiera Morawieckiego, a pani Witek wyciąga ze wspólnej kasy 30 razy więcej.

Program 500 plus, 300 plus, czy jaki tam jeszcze pisowcy sobie wymyślą, jest ufundowany przez każdego, kto dzisiaj kupił towar w sklepie i zapłacił VAT lub kupił paliwo na stacji i zapłacił akcyzę. To nie żaden rząd Morawieckiego go płaci, lecz każdy polski obywatel. My się zrzucamy na to, żeby oni pod pozorem swojego miłosierdzia go rozdali. Fajny numer nieprawdaż? Takiego nie wymyślił nawet Bernard Madoff czy Charles Ponzi.

Słowa „Jakbym się nie zgadzała z decyzjami rządu, to nigdy od takiego rządu nic bym nie wzięła” są przejawem skrajnej hucpy. Opierając się na logice pani marszałek, apeluję : „Jak się pani nie podobają poglądy niezadowolonych podatników z Otunia, to niech pani nie bierze tych 180 tys. zł, które pani płacimy co roku”.

A co do Unii, to ona tutaj jest. Polska jest w Unii Europejskiej. I tyle w temacie, bo szkoda nawet tę wypowiedź dalej komentować.



Redaktor naczelny: Paweł Łepkowski | Edytor: Marta Narocka-Harasz  

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Stale współpracują: Zofia Brzezińska, Robert Cheda, Jacek Cieślak, Zuzanna Dąbrowska, Gaja Hajdarowicz, Grzegorz Hajdarowicz, Mariusz Janik, Krzysztof Kowalski, Hubert Kozieł, Marek Kutarba, Tomasz Nowak, Joanna Matusik, Justyna Olszewska, Marcin Piasecki, Paweł Rochowicz.

©
Wróć na górę