Media

Czemu milczano wobec bezprawia?

Sprawiedliwości stało się zadość. To rzadki przypadek w naszym kraju, więc wart szczególnego nagłośnienia. Krakowski Sąd Okręgowy uchylił nakaz zapłaty 5,4 mln zł spółce CNT należącej do Zbigniewa Jakubasa przez spółkę KCI (właściciela Gremi Media SA – wydawcy m. in. „Rzeczpospolitej”).

Paweł Łepkowski
Foto: zendograph/Adobe stock

Aż siedem miesięcy zajęło polskiemu wymiarowi sprawiedliwości dojście do oczywistego wniosku, że nie można dwa razy zapłacić za ten sam rachunek. Jestem przekonany, że w tej sprawie została złamana stara zasada prawa rzymskiego Celare fraudem fraus est (Ukrywanie oszustwa to oszustwo).

Każda osoba, która przyczyniła się bowiem do wydania tego nakazu musiała doskonale wiedzieć, że przedstawiciele KCI posiadają wszystkie niezbędne dowody przelewu spornej kwoty, wykazane zresztą w bilansie firmy CNT.

Myli się ten kto uważa, że spór spółek KCI i CNT to tylko jakiś nieistotny dla przeciętnego obywatela prywatny zatarg dwóch wielkich firm. Ten konflikt powinien interesować każdego obywatela polskiego, bowiem zastosowany w zdumiewająco szybkim tempie, nakaz zapłaty firmie CNT, wydany na posiedzeniu niejawnym przez referendarza Jarosław Gruntowicza, jest przykładem jak każdy z nas może stracić majątek całego życia w jednej chwili.

Ten nieprawomocny nakaz stał się automatycznie tytułem zabezpieczenia, bez uzyskiwania przez CNT sądowej klauzuli wykonalności. Dzięki temu komornik mógł zająć cały majątek KCI i sparaliżować jej funkcjonowanie. Dopiero dzięki stanowczej reakcji władz KCI znacznie później zamieniono nakaz na zajęcie „jedynie” większości dywidendy za ostatni rok wypłacanej spółce KCI przez wydawcę „Rzeczpospolitej”.

Dlaczego ta sytuacja jest ostrzeżeniem dla nas wszystkich? Ponieważ jak wynika z powyższej sprawy nakaz zapłaty wydany w niejawnym postępowaniu nakazowym może być instrumentem nękania uczciwych ludzi. Powoduje zajęcie naszego majątku na rzecz zabezpieczenia nawet wtedy, kiedy teoretycznie prawo powinno stać po naszej stronie. Czy można dwa razy zapłacić za to samo? Najwyraźniej można. A jeżeli tego się nie zrobi to jakiś referendarz na posiedzeniu niejawnym wyda ekspresowo nakaz zapłaty i nim się obejrzymy po naszym domu będzie chodził jak u siebie komornik zaglądając do naszych szuflad w poszukiwaniu fantów, które można wystawić na licytację.

W sprawie sporu KCI z CNT dopiero decyzja krakowskiego sądu okręgowego uchyliła pozew CNT i przywróciła jako takie poczucie sprawiedliwości. Ale KCI to potężny gracz rynkowy, który umiał się bronić. Jaki los w takiej sytuacji spotkałby niewielkiego, lokalnego przedsiębiorcę? Chyba wszyscy znamy odpowiedź.

Nie można wobec tej historii przechodzić obojętnie. To nie tylko sprawa dwóch poróżnionych firm, ale całego systemu sprawiedliwości, który może stać się w pewnych okolicznościach aparatem nękania uczciwych ludzi. Ta histroria powinna budzić sprzeciw każdego praworządnego obywatela tego kraju. Może bowiem spotkać nawet najuczciwszego człowieka pod słońcem.

W mojej opinii wydawanie nakazu zapłaty w trybie uproszczonym, na posiedzeniu niejawnym, bez udziału stron i jedynie na podstawie pozwu urąga wszelkim cywilizowanym normom prawnym. W omawianym przypadku można się także doszukiwać dodatkowego dna politycznego, o którym mówił już na początku tego roku właściciel spółki KCI Grzegorz Hajdarowicz.

Zdumiewa, że przez siedem miesięcy nikogo w tym kraju ta sprawa nie bulwersowała. Przeraża, że nie wzbudziła żadnej poważnej debaty publicznej, że nie wywołała oburzenia obrońców praw obywatelskich, że nie uczyniła fermentu w środowisku przedsiębiorców. Dlaczego nikt nie uświadomił sobie, że w jej wyniku mogła przestać istnieć najstarsza wydawana w Polsce gazeta codzienna? Gdzie były wolne media, kiedy „Rzeczpospolitej” groził los tytułów Polska Press? Gdzie była solidarność zawodowa innych wydawców prasowych? Gdzie były artykuły broniące głównego akcjonariusza wydawnictwa Gremi Media i dlaczego wszyscy mieli tę sprawę głęboko w nosie, albo jeszcze gorzej?

Kiedy poseł PiS Marek Suski wraz ze swoimi kolegami klubowymi złożyli projekt nowelizacji ustawy medialnej cała polska opozycja trzęsła się z oburzenia. Były przewodniczący KRRiT Juliusz Braun dostrzegł w inicjatywie Suskiego nawet pretekst do wybuchu wojny ze Stanami Zjednoczonymi, ponieważ nowelizacja ustawy medialnej miałaby wymusić sprzedaż przez Amerykanów firmy TVN. Szkoda, naprawdę szkoda, że pan Braun i wszyscy inni wielce zatroskani losem TVN-u polscy dziennikarze nie zauważyli, że od siedmiu miesięcy próbowano zatopić wydawcę Rzeczpospolitej, Parkietu i Uważam Rze „Historia”. A przecież w radzie nadzorczej Gremi Media też zasiada były redaktor naczelny Washington Post.

Szczęśliwie wydawanie gazet nie wymaga koncesji. Gdyby tak było, te tytuły podzieliłby zapewne los wydawanych przez Polska Press 20 dzienników regionalnych oraz blisko 120 tygodników lokalnych. Ich przejęcie przez Orlen było nazwane przez media opozycyjne „zamachem na wolność prasy”.

Kiedy jednak referendarz sądu okręgowego w Krakowie na posiedzeniu niejawnym podjął decyzję, która mogła zniszczyć wydawcę najstarszej gazety w Polsce, nikt ze środowiska obrońców wolnych mediów nie pisnął słowem. Czy tym ludziom naprawdę nie przeszła przez głowę myśl, że być może ta sprawa to świetna próba generalna jak w przyszłości wysprzątać rynek mediów z niepokornych wydawców?

PiS nie musi czekać do 26 września br., kiedy  TVN SA (nadawcy m.in. TVN i TVN 24) wygaśnie koncesja nadawcza. Jak się okazuje obecna władza  dysponuje prostszymi instrumentami służącymi do zatopienia krytycznych wobec władzy mediów. Ten szlak został już przetarty.



Redaktor naczelny: Paweł Łepkowski | Edytor: Marta Narocka-Harasz  

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Stale współpracują: Zofia Brzezińska, Robert Cheda, Jacek Cieślak, Zuzanna Dąbrowska, Gaja Hajdarowicz, Grzegorz Hajdarowicz, Mariusz Janik, Krzysztof Kowalski, Hubert Kozieł, Marek Kutarba, Tomasz Nowak, Joanna Matusik, Justyna Olszewska, Marcin Piasecki, Paweł Rochowicz.

©
Wróć na górę