Etyka

Co ma piernik do biznesu?

Bycie przedsiębiorcą czasami brzmi dumnie, a czasami strasznie. Dlaczego tak jest? Dlaczego pomimo ponad 30 lat wolnego rynku w Polsce i lepszego lub gorszego kapitalizmu dalej musimy się zastanawiać, czy określenie „przedsiębiorca” brzmi dumnie?

 |  Grzegorz Hajdarowicz
Foto: nuvolanevicata/Adobe stock

Oczywiście w każdej grupie społecznej lub zawodowej zawsze znajdą się czarne owce i tzw. źli ludzie, ale jak to jest z przedsiębiorcami? Główne pytanie powinno brzmieć przede wszystkim: czy oni sami dbają o swój wizerunek i o „image” całej swojej grupy zawodowej? Przyjrzyjmy się temu pokrótce. Prowadzenie firmy w Polsce to naprawdę wyzwanie. Żaden polski rząd w ciągu ostatnich 30 lat nie szanował przedsiębiorców. Politycy prawie wszystkich ugrupowań uważali ich wręcz za zło konieczne. Nie tak dawno krążył w internecie mem przedstawiający jakiegoś dżentelmena, który próbował poderwać interesującą panią. Niestety, bez sukcesów, bo ona była zainteresowana tylko prawdziwymi twardzielami. Dopiero jak jej powiedział, że jest przedsiębiorcą z Polski, to z uśmiechem i entuzjazmem przyjęła zaproszenie na kawę. Tak to w skrócie wygląda. Z jednej strony – mnóstwo problemów i trudności, z drugiej – zawsze wielka niewiadoma, bo pamiętajmy, że tak naprawdę większość przedsięwzięć w biznesie niestety się nie udaje. Nad tym wszystkim jest pieniądz, czyli – jak to pisał Max Weber – „zgeneralizowany środek wymiany”. To on jest wskaźnikiem sukcesu przedsięwzięcia i przedsiębiorcy. Ale czy tylko on powinien nim być? Czy trzeba go zdobywać za wszelka cenę? Często po trupach? Niestety tak w Polsce jest. Przedsiębiorcy, nielubiani i nieszanowani, w większości koncentrują się na zwiększaniu swojego stanu posiadania. Niektórzy z nich/nas, nie patrząc na nic, często zachowują się nieetycznie, brutalnie naginają lub wręcz łamią prawo. Oczywiście, tym zamożniejszym towarzyszą przy tym wyspecjalizowani w wyżej wymienionych działaniach prawnicy, żeby chociaż zachować pozory legalności. Czasami bardzo bogaty człowiek, którego aktywa idą w miliony, a może nawet miliardy, który chce reprezentować publicznie całe środowisko dla paru drobnych, nie licząc się z niczym, wykorzystuje swoją pozycję i posiadane środki. Jest gotowy łamać prawo, szantażować i szkalować. Czasami ktoś z dużym doświadczeniem, pomimo zmieniającej się sytuacji ekonomicznej, nagina prawo i psuje innym reputację tylko po to, żeby zyskać parę złotych szybciej. Przykładów i nazwisk można wymieniać wiele. Nasuwa się pytanie: gdzie etyka, a dobre obyczaje, wzajemny szacunek, rozmowa, negocjacje? O tym ci „przedsiębiorcy” już nie pamiętają. Potem tylko oni i ich znajomi są zdziwieni, że bycie przedsiębiorcą nie nobilituje, że smród robiony przez parę osób nie tylko ich dotyczy, ale rozlewa się też na innych. Niestety, dopóki samo środowisko nie będzie takich nieetycznych ludzi piętnować i wykluczać ze swojego grona, dopóty nie ma szans na podniesienie rangi i znaczenia tej grupy. Chyba że już niedługo, wykorzystując między innymi reputację tych cuchnących przedsiębiorców, do władzy dojdzie skrajna lewica (chyba już w wielu krajach doszła) i wszystkich ich, ku uciesze gawiedzi, upaństwowi. Tym samym problem sam się znowu na jakiś czas rozwiąże. Taka refleksja na początek roku: może warto zarabiać pieniądze etycznie i zgodnie z normami społecznymi? Na szczęście powyższe rozważania nie dotyczą wszystkich przedsiębiorców i w tym jest nadzieja. Napisał przedsiębiorca.



Redaktor naczelny: Paweł Łepkowski | Edytor: Marta Narocka-Harasz  

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Stale współpracują: Zofia Brzezińska, Robert Cheda, Jacek Cieślak, Zuzanna Dąbrowska, Gaja Hajdarowicz, Grzegorz Hajdarowicz, Mariusz Janik, Krzysztof Kowalski, Hubert Kozieł, Marek Kutarba, Tomasz Nowak, Joanna Matusik, Justyna Olszewska, Marcin Piasecki, Paweł Rochowicz.

©
Wróć na górę