Kultura

Żyjmy więcej sztuką?!

Zwiększyło się tempo życia, tzw. ciśnienie, przez które powoli przestajemy wiedzieć, po co biegniemy.

Grzegorz Hajdarowicz  |  Latam
  • Foto: archiwum autora

  • Foto: archiwum autora

  • Foto: archiwum autora

Wiek XXI źle się zaczął. Paniką zer i paniką w internecie. Wielu ogarnął lęk, że po północy, w pierwszych sekundach nowego 2000 roku cała nadzieja, jaką wielu pokładało w komputerach, nagle przez jakieś tam problemy z cyframi legnie w gruzach i wylądujemy tam, gdzie wcześniej, czyli przy maszynach analogowych i bez cyfrowej rewolucji. Wielu zarobiło na tej panice spore pieniądze, wielu miało nerwowego sylwestra. A tu nic się nie stało, panika była przesadzona. Potem jednak było gorzej: atak terrorystów na Nowy Jork, jak z filmu (dzisiaj nadal wielu nie wierzy, że w ogóle nastąpił), kryzys 2008 roku oraz bardzo wiele innych zdarzeń – włącznie z ostatnią paniką Covid-19. Zwiększyło się tempo życia, tzw. ciśnienie, przez które powoli przestajemy wiedzieć, po co biegniemy. A to przecież nasze życie. Powinniśmy wiedzieć sami, czy warto, czy to ma sens, czy coś tracimy i co jest ważne. Jest niedzielne popołudnie, gorący lipcowy dzień w Lizbonie. Za późno, aby jechać na plażę. Może jakiś inny pomysł? Sięgam do kalendarza, a tam zapisane: „Ai Weiwei”. Znajomy kolekcjoner sztuki, kiedyś będąc u mnie w odwiedzinach, zamiast wina przyniósł mi album chińskiego artysty, z informacją, że właśnie wraca z otwarcia jego wystawy. Oczywiście miał selfie z Ai Weiweiem – zazdroszczę! Wsiadam do samochodu i jadę. Długi budynek Cordoaria Nacional i potężna srebrna instalacja z ram rowerów daje przedsmak, że będzie to uczta, uczta wrażeń.

Długa przestrzeń po raz pierwszy nie została podzielona tymczasowymi ścianami (zazwyczaj jest) i pokazuje różne artystyczne dania. Mamy tu lekkie konstrukcje latające, przypominające parady smoków. Mamy miasta z materiału, potężny napompowany ponton uchodźców, ścianę z azulejos, opowiadających o pełnych konfliktów naszych dziejach, wymowne zdjęcia z różnych części świata z wyciągniętym środkowym palcem dłoni na pierwszym planie, wideodokumenty ze świata uchodźców, ale też o protestach w Hongkongu, na koniec zaś – metalowe sarkofagi dokumentujące 81 dni zanurzenia w totalitarnej rzeczywistości (Ai Weiwei zniknął w 2011 roku w Chinach w tajnym ośrodku komunistycznej otchłani). Warto? To za mało powiedziane – to trzeba koniecznie zobaczyć! To zostaje w głowie i w sercu.

Przy wyjściu sprzedawane są książki: album, który już dostałem, parę innych publikacji i opasłe tomisko o tytule napisanym różowymi literami : „Andy Warhol – Ai Weiwei”. Sięgam, przeglądam i kupuję. To jest to! To o wystawie i twórczości obu. A przecież różniło ich tak wiele: rok urodzenia (choć w tym samym XX wieku); wygląd: biały rachityczny Amerykanin – wielki brodaty Chińczyk; systemy, w których się wychowali – kapitalizm i komunizm. Ale łączy ich sztuka, zabawa nią, praca z grupą artystów, tworzenie własnego stylu. I oczywiście połączył ich Nowy Jork – ten magiczny i dynamiczny Nowy Jork, w którym mieli szczęście obaj mieszkać: Warhol całe dorosłe życie, Weiwei – zaledwie parę lat. Nie ma miejsca w tym felietonie, aby pisać więcej. Pozostaje pozazdrościć dwóm panom wyborów w życiu i wrócić do refleksji z początku: może warto wrzucić w swój napięty grafik więcej dawki sztuki i to zarówno w odbiorze, jak i kreacji? Można złapać większy wymiar i żyć ciekawiej i mocniej – taka refleksja na wakacje.



Redaktor naczelny: Paweł Łepkowski | Edytor: Marta Narocka-Harasz  

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Stale współpracują: Zofia Brzezińska, Robert Cheda, Jacek Cieślak, Zuzanna Dąbrowska, Gaja Hajdarowicz, Grzegorz Hajdarowicz, Mariusz Janik, Krzysztof Kowalski, Hubert Kozieł, Marek Kutarba, Jakub „Gessler” Nowak, Tomasz Nowak, Joanna Matusik, Justyna Olszewska, Marcin Piasecki, Paweł Rochowicz.

©
Wróć na górę